Z jednej strony nie ma jednoznacznych badań, które by potwierdzały skuteczność, ale w medycynie chińskiej są stosowane od tysiącleci. Kładzie ona ogromny nacisk na profilaktykę oraz na przywrócenie prawidłowego i zbilansowanego funkcjonowania organizmu. Zakłada również holistyczne podejście do pacjenta, czyli patrzy na ciało, jako całość. Nigdy nie leczy tylko i wyłącznie jednej choroby, albo jednego organu. Wszystko musi działać jak w zegarku. Ponad to w obecnych czasach tradycyjna medycyna chińska jest dostępna w ramach opieki zdrowotnej równolegle z medycyną zachodnią. No wiecie, tą konwencjonalną typu syropek na kaszel i antybiotyk na gorączkę.

Chińska medycyna

A więc dlaczego, biorąc pod uwagę trzy tysiące lat doświadczenia medycyny chińskiej, bańki miały by nie działać?

Zwolennicy tej metody polecają ją szczególnie przy zapaleniach układu oddechowego, nadciśnieniu tętniczym oraz bólach stawów. Ponadto wiele osób traktuje je, jako alternatywę dla antybiotyków i lekarstw. Chętnie korzystają z baniek, kiedy się zbliża złe „przedchorobowe” samopoczucie czy przeziębienie, korzystając z tego, że umiejętnie postawione bańki mogą wywołać reakcję immunologiczną, czyli mobilizację sił odpornościowych organizmu. Z drugiej strony przeciwnicy twierdzą, że jedyne, co można uzyskać to efekt placebo. I komu tu wierzyć?

Rodzaje baniek 

Wielu z nas kojarzy bańki głównie z tymi ogniowymi i być może ma złe doświadczenia z poparzeniami. Niestety, niewprawna ręka mogła przegrzać bańki. Zazwyczaj najpierw zwilżało się jej krawędzie, potem ogrzewało za pomocą nawiniętej na patyczek waty, nasączonej denaturatem i podpalonej. Dopiero tak przygotowana bańka mogła przyssać się do skóry, ponieważ stygnące w środku powietrze zmniejsza swoją objętość i wytwarza podciśnienie.

Innym rodzajem baniek, które poleca się początkującym to bańki próżniowe, zwane też zimnymi. Zawierają one specjalne zawory przez, które za pomocą strzykawki wysysa się powietrze. W przeciwieństwie do ogniowych, gdzie ochładzanie powietrza wewnątrz baniek wytwarzało podciśnienie, tu tworzymy je niejako mechanicznie mogąc przy okazji regulować jak mocno zassą się nasze bańki. 

Swego rodzaju nowością są bańki gumowe, zwane chińskimi. Najczęściej są kojarzone z masażem, który ma wspomagać walkę z cellulitem. Mało osób wie, że można z nich korzystać również w celach leczniczych. Tutaj podciśnienie będziemy wytwarzać poprzez ściśnięcie baniek. 

Ostatnim i już nieco zapomnianym sposobem są bańki cięte. Jak sama nazwa wskazuje, zabieg polegał na ponacinaniu skóry, a następnie przyłożeniu baniek. Była to pewna forma krwioupustów, które w przeszłości były uniwersalnym lekarstwem na wszystko. W końcu jak może nie pomóc pozbycie się „złej krwi”, prawda? Bańki były uważane za alternatywę dla przystawiania pijawek lekarskich, choć te w niektórych wypadkach naprawdę leczyły. Sprawdzały się w stanach zakrzepowych, gdyż związki zawarte w ich ślinie działały właśnie przeciwzakrzepowo, ale nie miało to nic wspólnego z utratą krwi.

Chińska medycyna

Jak to właściwie działa?

Bańki stawia się głównie na plecach na „mięsistych” partiach ciała. Unikamy łopatek, kręgosłupa oraz okolic, w których znajdują się nerki. Inne rejony, gdzie można postawić bańki to boki lub przednia część klatki piersiowej, choć u kobiet może to być trudne. Musimy ominąć obojczyki, mostek, piersi, a przede wszystkim gruczoł sutkowy. Wystarczy 20 minut dla osoby dorosłej, a dla dzieci – 10. Po zdjęciu baniek pozostają wybroczyny, które szybko znikają. 

Po postawieniu bańki pękają podskórne naczynia krwionośne. W efekcie krew wydostaje się do okolicznych tkanek. System obronny traktuje wynaczynioną krew, jako obce białko, a to mobilizuje siły odpornościowe organizmu. I pies jest pogrzebany w podejściu. Jedni doszukują się tu cudownego sposobu na zwiększenie odporności, inni twierdzą, że powstałe reakcje są zbyt słabe, aby mogły mieć znaczący wpływ na ustępowanie choroby. 

W takim razie, kiedy korzystać z baniek?

Inna kwestia to pytanie, kiedy właściwie te bańki stawiać? Najczęściej w domowym zaciszu korzysta się z nich w przypadku przeziębienia. I teraz co? Przed? W trakcie? Trudno o jednoznaczną odpowiedź, ale w moim przekonaniu, skoro bańki pobudzają system odpornościowy to lepiej postawić je w ramach profilaktyki. Nie widzę potrzeby w dodatkowym obciążaniu organizmu, który już zaczął walkę z zarazkami. Dlatego, gdy już pojawiła się gorączka to jest to czas, aby sięgnąć po zupełnie inne metody. I w tym miejscu nie pozostaje mi nic innego jak odesłać Was moi Kochani czytelnicy do zbiorowego artykułu, w którym blogerzy podzielili się ze mną swoimi sposobami na wychodzenie z jesiennych katarków i kaszelków. 
Photos in text by bomb_bao

10 thoughts on “Bańki – lekarstwo czy placebo?

  1. eV pisze:

    Szczerze mówiąc, ja bym w życiu nie zaufała czemuś takiemu. To wygląda podobnie do środków homeopatycznych – stoi toto w aptekach i tylko ludzie wyrzucają forsę w błoto. A to, że używa się baniek od tysięcy lat wcale nie mówi o ich skuteczności – w końcu społeczeństwo raczej się rozwija niż cofa.

    • AnatomiaZycia pisze:

      Problem w tym, że nie wszystko co nowe jest dobre. Na przykład dla mnie promowanie szczepionek na grypę nie ma w ogóle sensu, bo są one produkowane na bazie zeszłorocznych mutacji. Żadnej w tym profilaktyki. Podobnie rzecz się ma z niektórymi lekami ( więcej skutków ubocznych niż leczniczych ) czy z chemią w jedzeniu.

      Może i świat się rozwija, ale zabija nas stres, fast foody i brak ruchu. Więc kto wie? Może powrót do bardziej naturalnych metod, zamiast faszerowanie się chemią, jest lepszym pomysłem?

      • eV pisze:

        Nawet jeśli szczepionki na grypę są produkowane na bazie starych mutacji, to i tak istnieje duża szansa, że zatrzymają i te nowsze. Ale tutaj zgodzę się z tym, że przed grypą nie ma ucieczki i jeśli ktoś np. korzysta z komunikacji publicznej, bywa w miejscach publicznych i wychodzi z domu, to raczej nie ma co liczyć na pewne zdrowie. Z chemią w jedzeniu też nie da się walczyć – każda firma musi napakować jak najwięcej sztucznych ubarwiaczy, aby jak najmniejszym kosztem sprzedać produkt. Wymienianie „złych rzeczy” nie dodaje jednak plusów omawianym bańkom.

        Dostatecznym powodem, dla którego ja wolę „faszerować się chemią” niż korzystać z pradawnych sposobów na poprawę zdrowia może być nawet przeciętna średnia długość życia, która ciągle wzrasta. Nawet jeśli tak naprawdę nie da się zbadać ludzkiego ciała, to prędzej zaufam naukowym teoriom odnośnie działania poszczególnych substancji, niż przekazom, o których ledwo wiadomo, skąd się wzięły.

        Aby nie było, to tylko moja subiektywna opinia. Zdaję sobie sprawę, że mogę nie mieć racji.

    • YOeLL pisze:

      Ja nie będę tak zdecydowany w swojej ocenie. W przypadku leczenia czegokolwiek może pomóc (albo nie pomóc) cokolwiek. Wszystko kwestia nastawienia (również). Bańki miałem zaordynowane raz w życiu, ale nie pamiętam jaki był efekt, poza takim że przeżyłem ;)

      • eV pisze:

        Jeśli nie ma potwierdzenia, że coś działa, a przy okazji stosowanie takiej metody jest albo męczące, albo drogie, albo nieprzyjemne, albo zniechęcające, to nie mam ochoty próbować. Po części to z lenistwa, po części ze skrajnego sceptycyzmu.

    • lacki2000 pisze:

      mój synek chorował często (co kilka miesięcy) na zapalenie płuc leczone antybiotykami. Dopiero wyleczenie zapalenia płuc bańkami zakończyło tę niebezpieczną notoryczną przypadłość. Pediatra sama zaproponowała te bańki 3-latkowi bo już się jej lista antybiotyków skończyła. Od tej pory (2 lata) miewa tylko katary, pokaszliwania i raz anginę miał. Wkurzanie organizmu bańkami ma czasem sens.

    • Alex pisze:

      Ja miałem bańki w wieku 5 lat i mi pomogły. A ani nie wierzyłem w to ani nie wiedziałem co to jest. Piramidy egipskie i mur chiński najlepiej pokazują, że niekoniecznie się wyróżniamy od tamtych epok.

  2. Justyna pisze:

    Mi to robili jako dziecku, okropność, boli, piecze, czerwone i nieprzyjemne ślady po tym jeszcze długo ma się na plecach. Do teraz mam uraz, panikę w oczach i za Chiny nie pozwolę zbliżyć się z tym ustrojstwem ani do siebie, ani do swoich potencjalnych przyszłych dzieci…

    • AnatomiaZycia pisze:

      Justyna, miałaś je źle zrobione .A siniaki, które zostają to akurat najmniejszy problem :) Zawsze się śmieję, że wyglądam jak po zapasach z ośmiornicą ;) Biorąc pod uwagę, że wiele wskazuje na to, że dzięki wynaczynieniu krwi można podnieść odporność organizmu ( duży skrót myślowy, szczegóły w artykule ) to chyba warto się pomęczyć. U mnie ślady zwykle znikają po 3-4 dniach, a cały proces bańkowania to pełen relaks w łóżku, pod kołderką :) Jedyny problem to fakt, ze nie można się wiercić.

  3. Yga pisze:

    Niektórzy uważają, że bańki to bezpieczna metoda, otóż drogie Panie nie zawsze tak jest . Bańki trzeba umieć postawić. Wybrać miejsce, odpowiednią siłę ssania jeśli są to np bańki bezogniowe i przede wszystkim zasięgnąć rady lekarza czy bańki można postawić. Nie każda choroba to zwykła infekcja, może być np zapalenie płuc a wtedy raczej bez antybiotyku nie obejdzie się. Stawianie baniek jest alternatywą ale na pewno nie panaceum na wszystko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *