Bardzo się ciesze, że coraz więcej się mówi o blogach i o możliwościach, które pojawiają się wraz z tworzeniem pewnej przestrzeni w internetach. Nie mam nic przeciwko, gdy to co robię jest doceniane lajkiem, komentarzem, czy po prostu żywą gotówką. Dlatego idąc na spotkanie miałam wysokie oczekiwania. 

Przede wszystkim miałam nadzieję, że dowiem się co zrobić, aby zostać zauważonym przez Agencje lub chociaż zrozumiem jak działają pewne trybiki. Niestety wygląda na to, że albo to wszystko jest zbyt skomplikowane na mój mały kobiecy rozumek, albo po prostu nie ma co tu rozumieć. Tym bardziej, że panie niejednokrotnie powtarzały, że wybór blogera do współpracy jest bardzo subiektywny, że nie ma czegoś takiego jak jakieś widełki, a nawet, że w zasadzie nie zawsze się liczy to mityczne UU (Unikalni Użytkownicy – według wielu najważniejsza część statystyk).

Bloger vs. Agencja

Także wiadomo, że nic nie wiadomo. Najlepiej robić to, co robiliśmy do tej pory i ładnie się uśmiechać. A w zasadzie to nie tyle, co ładnie się uśmiechać, co raczej dbać oto, aby nasz mały blogasek był schludny. W związku z tym muszę w końcu zmienić kolory na blogu coby tak w oczy nie raziły. Kto wie? Może wtedy dostanę od Was nieco więcej miłości? 

Tak czy inaczej choćby dla samych widoków było warto się pojawić. Nikt mi nie wmówi, że Gdańsk nie jest pięknym miastem. Nawet deszczowa aura nie jest w stanie odebrać mu uroku. 

Bloger vs. Agencja

Bloger vs. Agencja

Bloger vs. Agencja

A na koniec coś specjalnie zza kulis spotkania – fotka w stylu holliwoodzkich gwazd! Nie pytajcie się mnie jakim cudem są tu sami okularnicy. Tym bardziej, że zebrała się najbardziej kreatywna i wytrwała śmietanka! 

Bloger vs. Agencja

9 thoughts on “Bloger vs. Agencja

  1. Kasia Innooka pisze:

    Świetne podsumowanie, ja wyszłam z podobnym mętlikiem w głowie ;)

  2. bagienny pisze:

    Uderzać samodzielnie do agencji, mieć na koncie wygrane konkursy związane z blogosferą (lub być przynajmniej laureatem), sporo komentarzy, wyciągnięte wiarygodne statystyki, zakładka na blogu o chęci współpracy i przede wszystkim nie reklamować bloga o prowadzeniu blogów – to jest insiderskie, chyba, ze docelowo chce się prowadzić powyższe spotkania.

    • AnatomiaZycia pisze:

      Przynajmniej jakiś konkret :) Po prostu trzeba być zajebistym. Wszystko skupia się na tym, że zarabianie na blogu nie jest dla każdego. Ponadto potrzeba czasu, doświadczenia i wyrobienia sobie pewnej marki.

      • bagienny pisze:

        Niekoniecznie. Mało kto z blogerów przyznaje się do tego, że zarabia w inny sposób (nie, nie w ten sposób, choć tego nie wykluczam, że paru się to trafiło :D
        Do blogerów czasem zwracają się bezpośrednio jacyś ludzie, którzy czegoś potrzebują. Trochę trudno znaleźć mi wspólny mianownik. Ludzie zwracają się do blogerów nie tylko po to, by umieścić swoją treść lub reklamę produktu na blogach. Współpraca ma często wymiar pozainternetowy (tak, tam istnieje życie :)

        • AnatomiaZycia pisze:

          Nie jestem pewna, czy Cię dobrze zrozumiałam. Sugerujesz, że blogerzy również zarabiają na zleceniach wykonania czegoś? Np przeglądasz blog o tym jak świetnie umeblować kawalerkę. Stwierdzasz, że facet ma świetne wyczucie smaku, a więc próbujesz się z nim dogadać, aby zrobił dla Ciebie projekt?

          Bo jeśli o tym mówiłeś to jak najbardziej się z Tobą zgadzam. Blog to w wielu wypadkach reklama nas samych. Tym bardziej, jeśli są to blogi branżowe.

          • bagienny pisze:

            Pewnie trochę zamotałem. Starałem się nie dawać przykładów. Ale taką współpracę miałem na myśli ;]

          • AnatomiaZycia pisze:

            Osobiście uważam, że blog to lepsza forma strony internetowej. Można okazać trochę emocji, nie trzeba sztywno opisywać zalet siebie, firmy, czy produktu.

          • bagienny pisze:

            Na to nie ma reguły.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *