Już wiem jak wygląda piekło. Nieziemski skwar i niekończące się połacie złotych, rozgrzanych pól. Pojedyncze drzewa, które dają nie wiele cienia, droga sucha na wiór, a koła grzęzną w sypkim piasku. I ten paskudny, rozgrzany wiatr, który ranił moje płuca. Mogłam zrobić tylko jedno. Jechać dalej. Inaczej znowu się zgubię. 

Dane techniczne

1 rower, 2 dni i blisko 100 kilometrów.

18 Kociewsko – Borowiecki Rajd Rowerowy

Start 07.08. 2015 z Gdyni o 7:10 pociągiem do Starogardu Gdańskiego, skąd o 10:00 był wyjazd

Powrót 09.08.2015 do Starogardu Gdańskiego, skąd wracaliśmy do Gdyni z małym postojem nad jeziorem Zduńskim

18 Kociewsko - Borowiecki Rajd Rowerowy

Każdy z uczestników dostał dokładnie taką samą mapkę. Niestety przy moim poczuciu przestrzeni okazała się mało przydatna ;) Myślę, że gdybym miała kompas to może choć raz udało by mi się ją ustawić jak trzeba. Ale przynajmniej miałam pod ręką numer do organizatora i naszych chłopaków z mobilnego serwisu rowerowego.

 

Jeszcze jeden rajd rowerowy

Kocham swój rower… Kocham swój rower… Kocham, kocham, kocham – powtarzałam uporczywie, gdy zgubiłam się po raz drugi. Nikt z naszej szóstki nie miał pomysłu, gdzie dokładnie jesteśmy, ani w którą stronę jechać. W dodatku zaliczyłam kraksę na piasku. Pierwszy raz w życiu wbiłam się brzuchem w kierownicę. Ból nie z tej ziemi. Ale z dwojga złego dobrze, że nie fiknęłam przez nią. Lubię swój kark i wolę, aby pozostał cały jak najdłużej. 

Takich momentów, gdy klęłam na cały świat było mnóstwo! Wkurzałam się na siebie, na rower i na organizatorów, którzy zafundowali mi test swoich możliwości w wersji hard. W życiu bym się nie spodziewała (tym bardziej po opowieściach znajomych, którzy już jeździli na te rajdy i gorąco polecali), że nie będzie osoby otwierającej, wskazówek na drodze, czy kogoś pilnującego tyłów. 

18 Kociewski Rajd Rowerowy

Początek zapowiadał się dobrze. Wszyscy mieliśmy dużo sił, a godzinny postój nad wodą wprawił nas w dobry humor.

Ostatnim razem jechał samochód z przodu, którego nie można było wyprzedzać oraz auto zamykające.W dodatku były częste postoje, a tempo było dostosowane do wszystkich. 

Tym razem była to szaleńcza pogoń w upale. Organizator nie mógł zapanować nad wariatami, którzy urządzili sobie wyścigi. Niestety wygrała rywalizacja zamiast solidarność grupy. Tak pędzili, że nawet nie oglądali się za siebie, czy jeszcze widać wolniejszą część ekipy. 

18 Kociewski Rajd Rowerowy

Było nas naprawdę sporo. Około 70 uczestników.

Co gorsza na skrzyżowaniach i rozwidleniach nikt nie czekał. Nie było też żadnej informacji gdzie jechać.W takich warunkach nie trudno zgubić drogę. Najpierw zgubiłam się sama i musiałam wykrzesać z siebie ogromne połacie samozaparcia, aby jechać w tym upale (wspominałam, że to chyba był najgorętszy dzień w roku?). W końcu dogoniłam małą grupkę, która miała niezłą zagwozdkę, gdzie skręcić. Na szczęście mapka sugerowała skręcenie w las. Uwierzcie mi, że przy 42 stopniowym upale ta odrobina cienia była bezcenna. 

Niestety szybko się okazało, że nieźle pobłądziliśmy. W dodatku miałam bliskie spotkanie z kierownicą. Nic przyjemnego. Jedno szczęście, że nie byłam sama. Nie poradziłabym sobie z samą mapką, a tak pobłądziliśmy, że organizatorzy raczej by nas nie znaleźli.

18 Kociewski Rajd Rowerowy

Jeden rajd, dwa dni i trzy razy się zgubiłam.

Zresztą nie tylko ja się gubiłam. Dwie dziewczyny zgubiły się już chwilę po wyruszeniu z punktu startowego, którym był Stary Rynek w Starogardzie Gdańskim. Nawet drugiego dnia ludzie tracili kontakt z trzonem grupy. Oczywiście miałam to szczęście, że po raz kolejny trafiło na mnie i dobrą godzinę błądziłam po lesie z beznadziejnymi kamienistymi ścieżkami z około 20 innymi osobami. Nic przyjemnego.

Takich wpadek można było łatwo uniknąć. Wystarczyłby otwierający, który pilnowałby prędkości (pierwsi byli na miejscu noclegu dobre dwie i pół godziny wcześniej, niż przewidywał plan) oraz chwila przerwy na rozjazdach, aby wszyscy się zebrali i dostali informację gdzie jedziemy. No i ktoś zamykający. Tak nie wiele, a tak potrzebne. Wręcz plastyczne zmiany zmieniły by rajd w przyjemną wycieczkę, a nie w walkę o przetrwanie! 

Jest wojna, są ofiary

Wiedziałam, że dwudniowy rajd i sto kilometrów to wyzwanie. Nie wiedziałam, że to podróż do samego dna piekła, gdzie odbędę najtrudniejszą walkę. A już tym bardziej nie spodziewałam się, że organizatorzy postanowią, aż tak bardzo utrudnić tą naszą małą wojenkę. 

Tym bardziej mogę być z siebie dumna, że przeżyłam, choć nie obyło się bez ofiar. Mój rower nadaje się tylko i wyłącznie do generalnego remontu. Wracam bez hamulca i z przerzutką działającą na patencie. Dodatkowo na ostatnim dwudziestominutowym fragmencie złapałam gumę.

Straty wynagrodziła kąpiel w cudownie chłodnym jeziorze i wygłupy do utraty resztki sił. Dobrze, że udało się załatwić kierowcę, który po wszystkim dowiózł moje zwłoki pod same drzwi. 

Próba sił

Skoro już przeżyłam to mogę Ci z czystym sumieniem zaproponować to samo. Zmierz się ze swoimi lękami. Nie rób tego na pokaz. Okey, możesz zabrać swoją ekipę na rajd, albo spływ kajakowy. Moje próby, choć są dość widowiskowe to mimo  tylko ja mam z nich korzyść. 

Wyszłam daleko poza swoją sferę komfortu. Zostałam złamana. Jechałam, choć piekielny żar smażył mi mózg. Radziłam sobie w sytuacjach stresowych i ekstremalnych. Zostałam rzucona w obcy teren i choć klęłam jak szewc to walczyłam dalej o każdy kilometr. Teraz wiem, że potrafię więcej…. dużo więcej. 

18 Kociewski Rajd Rowerowy

I właśnie o to w tym chodzi. Łamiąc swoje ograniczenia udowadniamy sobie ile jeszcze możemy osiągnąć. To jeden z najlepszych sposobów, aby znaleźć w sobie odwagę. 

Ja ją odnalazłam. Z każdym kolejnym kilometrem byłam coraz bardziej przekonana i zdeterminowana, że pora zmienić ścieżkę, którą podążam. I nie, nie chodzi o te przeklęte, piaszczyste polne ścieżki :) 

Z całego mojego skażonego logiką serca wierzę, że nasz los nie jest przesądzony. Trzeba mieć tylko odwagę, aby przestać powtarzać utarte schematy. A teraz? Teraz nadszedł czas zmian. 

*  *  *

Tą relację pisałam na gorąco jakiś miesiąc temu, gdy te wszystkie emocje wrzały w moim ciele. Byłam jednocześnie zbulwersowana, zadowolona, wściekła i szczęśliwa. Choć chwilami myślałam, że wyzwanie mnie przerośnie i byłam gotowa udusić organizatorów za te wszystkie mniejsze oraz większe wpadki to ostatecznie jestem zadowolona. Mam mnóstwo genialnych wspomnień. I niczego nie żałuje

_____________________________________________________________________________________________________

Tekst Ci się podobał? Napisz komentarz i zostaw like! :)

7 thoughts on “Byłam w piekle. Relacja na gorąco. [Relacja]

  1. BogusiaM pisze:

    Pamiętam jak o tym rozmawiałyśmy. I już teraz wszystko jest jasne: rajd + mapka to rajd na orientację:P Byłam kiedyś na takim leśnym ale na nogach, i każdy idzie swoim tempem, kto pierwszy ten lepszy:P Ja orientację mam strasznie ch***wą więc tylko wlokłam swoje nogi za mężem i jego bratem:P
    Ale i tak brawa dla Ciebie, że dałaś radę!

  2. Dawno temu, jeszcze na studiach zrobilem sobie calodniowy rajd Lublin – Pulawy – Janowiec – Kazimierz Dolny – Nałęczów – Lublin. 130km. Akurat byłem ogolony na zero, na głowie tylko czapka. Strupy z uszu schodzily mi miesiąc. Na szczęście to była jedyna ofiara. Ale hardkor był. Jak po powrocie usiadłem w fotelu, to przez godzine nogi latały mi na wszystkie strony i nie moglem tego dygotania opanować. Polecam spróbować, ale tylko raz :)

  3. W rajdzie rowerowym nigdy nie uczestniczyłem (choć dwa kółka uwielbiam) ale przypomniałaś mi nocną grę terenową po Piasecznie. Mega przeżycie, tym bardziej że o puchar konkurowały różne drużyny więc był też element rywalizacji.

  4. Sisters92 pisze:

    Gratulujemy. W życiu właśnie chodzi o pokonywanie własnych barier i Ty udowodniłaś, że to jest możliwe. Brawo!

  5. Hai Le pisze:

    Bardzo podziwiam i gratuluję, zwłaszcza wytrzymania w takim upale. Ja wiem, że bym nie dała rady przetrwać takiego słońca i temperatury. Znam już swoje ograniczenia. A Tobie życzę samych najlepszych zmian!

  6. gratulacje !! Kocham rower, wyprawy, wycieczki :) a relacje na gorąco są najlepsze :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *