Macie w życiu tak, że jednocześnie coś kochacie i nienawidzicie? Z jednej strony przeklinacie i zaklinacie, że nigdy więcej, a potem pchani jakąś dziwną siłą wracacie tylko po to, aby popełnić te same błędy? W dodatku nikt nie potrafi zrozumieć Waszej chorej miłości? Też Was podejrzewają o brak piątek klepki lub mało wyrafinowany masochizm? Oby, bo nie chce się czuć osamotniona. 

Kocham i nienawidzę równocześnie

Już za dzieciaka lubiłam chodzić po drzewach. Oczywiście ku przerażeniu mojej matki. Dlatego robiłam to w tajemnicy. Jednak prawda jest taka, że byłam z siebie cholernie dumna. Tym bardziej, że wtedy niczym nie odstępowałam od kolegów z podwórka. No tak… Wtedy, czyli jakieś piętnaście lat temu. 

Od tamtego czasu sporo się zmieniło. Przede wszystkim zrozumiałam, że jak człowiek upadnie to, co najwyżej obije sobie cztery litery. Gorzej, gdy spadnie z kilkunastu metrów. Wystarczy, że muszę rehabilitować ludzi, którzy bawili się w młodocianych kaskaderów. Ja sama wolałabym uniknąć wizyty u specjalisty.

Adventure Park

Adventure Park – Jakby mi było mało… Ponad wszelki rozsądek ciągle wracam do parku linowego. Na zdjęciu jedna z najgorszych przeszkód. W dodatku zawieszona pieruńsko wysoko.

A jednak… Coś mnie pcha, aby raz po raz przesuwać swoje granice. Gdy tylko mam możliwość odwiedzenia parku linowego to po prostu nie mogę się powstrzymać. Boje się i czuję ogromny respekt, ale powoli, krok za krokiem idę na przód. Nie liczy się, że znowu obtarłam ręce, a przedramiona mam sine, bo inteligentnie wykorzystałam je do przytrzymywania się. Bo, po co ja będę sobie palce i dłonie męczyć, prawda? No to teraz mam. 

Wspomnień czar

Jeśli obserwujecie mnie od początku to wiecie, że to nie moje pierwsze zmagania z parkiem linowym. Najpierw była „Przygoda w Małpim Jarze, czyli relacja naznaczona bólem, cierpieniem i upokorzeniem„. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że tam u góry, będąc skazaną tylko i wyłącznie na siebie, stoczę wielką bitwę o pokonanie własnych słabości. Boże, jak ja wtedy klęłam. Naiwnie posłuchałam instruktorki, aby pójść tropem goryla, czy innego orangutana. To była ponad godzinna walka. Moja duma cierpiała za każdym razem, gdy jakieś dziecko śmigało obok mnie z gracją małej małpki. 

Adventure Park

Adventure Park – Sztuka wyboru. Idziemy łatwiejszą drogą, czy tą ciekawszą? Od teraz będzie tylko trudniej.

Kolejne wielkie starcie odbyło się na „Górze Harców, czyli  o pokonywaniu własnych słabości„. Już mniej więcej wiedziałam, czego się spodziewać. Ambitnie postanowiłam sprawdzić czy miałam tylko zły dzień, czy może faktycznie ja i parki linowe to jakaś pomyłka. Tym razem przeszłam trzy trasy. Pierwsze dwie nie były problemem. W zasadzie taki spacer na wysokości był całkiem przyjemny. Problem się zaczął, gdy zmotywowana sukcesem weszłam na najtrudniejszą trasę…. Tak, odczułam różnicę. Nagle musiałam kombinować i modlić się lub kląć na wszystko, na czym ziemia stoi. No, ewentualnie błagać, aby to piekło już się skończyło. 

IMG_0789

Adventure Park – O dziwo z każdą kolejna tyrolką coraz bardziej się boje. Wolę przechodzić po linie, która ma około centymetra grubości niż tracić, choć te nikłe poczucie gruntu pod nogami.

Naiwnie myślałam, że moje zmagania z parkami linowymi już się skończyły. Wszystko, co miałam do udowodnienia zostało udowodnione. Jednak moje poczucie wartości, duma oraz wszystkie słabości zostały po raz kolejny wystawione na próbę. Tym razem do tego szaleństwa pchnęła mnie wygrana w konkursie organizowanym przez Studio Obssesive. Zadbali o to, aby nie zabrakło mi wrażeń, tym bardziej, że park linowy w Adventure Parku zaskakuje rozmachem. W dodatku całość znajduje się w lesie, na ogromnej górze. Tylko tutaj możecie jednocześnie skakać po drzewach i podziwiać odległe morze. Uwierzcie mi na słowo – niezapomniany widok. Aż chce się na chwilę zatrzymać i porozglądać. Co z tego, że nogi zwisają około dwadzieścia metrów nad ziemią? W takich okolicznościach można na chwile zapomnieć o strachu, zatrzymać się i nabrać tchu. 

Adventure Park

Adventure Park – Widzicie na dole ten ciemniejszy pasek niebieskiego? To morze. Z góry widać je jeszcze lepiej.

Prócz rozmachu, kolejną z rzeczy, która mnie zaskoczyła to genialne wykorzystanie naturalnych materiałów. Chwilami można odnieść wrażenie, że las wchłonął park linowy. Tutaj deski są zszarzałe, a liny poprzecierane. Wszystko to sprawia, że będąc tam na górze czuje się większy respekt. Nawet, jeśli instruktor zarzeka się, że nie ma, czego się bać, bo co roku są sprawdzane zabezpieczenia to i tak wrażenia są jedyne w swoim rodzaju.

Siła, czy taktyka?

Do tej pory często się szamotałam i plątałam w linach. Nie umiałam wykorzystać zabezpieczenia na swoją korzyść. Jedynie się denerwowałam, że jak zwykle nie wiadomo, co zrobić z bloczkami. Tym razem trafiłam na instruktora, który pokazał, że nie koniecznie liczy się siła. Czasami wystarczy odpowiednio przełożyć linę, która mnie zabezpiecza i automatycznie będzie mnie „dociskać”. Dzięki temu nie będę wcale musiała używać siły. Bardzo przydatna rada. Szczególnie, że trzeba przejść po ogromnej, rozpiętej w poziomie siatce. 

Adventure Park

Adventure Park – Wysoko, piękne widoki i długa, skomplikowana trasa.
Nie wiele przeszkód się powtarza, a z częścią z nich spotkałam się po raz pierwszy. Miejsce warte polecenia. Tym bardziej, że swoją przygodę możesz Skokiem Adrenaliny!

Przyjemnym zaskoczeniem jest również odkrycie, że wystarczy się skupić tylko na tym kroku, który jest do zrobienia tu i teraz. Do tej pory niecierpliwie spoglądałam przed siebie. Liczyłam przeszkody, albo nerwowo oczekiwałam kolejnej kładki. A tu proszę! Wystarczy się skupić na tym jednym jedynym kroku, który jest teraz do zrobienia. A potem kolejny i jeszcze jeden. Nic ponad to. Myślę, że jest to zasada, którą od dzisiaj zastosuję w codziennym życiu. Po prostu będę robiła swoje niezależnie od tego, jaki ogrom pracy mnie czeka. 

Więcej Wam nie zdradzę. Nie mam ochoty psuć Wam radości ze skakania po drzewach. Jak sami widzicie to już nie tylko walka ze swoimi słabościami oraz udowadnianie sobie, że zawsze i wszędzie mogę wszystko, ale też dobra szkoła życia. W końcu skoro zatańczyłam dobre trzydzieści metrów nad ziemią i nadal mogę do Was pisać to, co jest w stanie mnie powstrzymać?

Jedno jest pewne: nie przeżyjesz, nie zrozumiesz. Musisz tego spróbować. 

Adventure Park

Adventure Park – Ostatecznie i tak zawsze jestem szczęśliwa.

_________________________

Jeśli jesteście ciekawi, kto tym razem zorganizował zamach na moje życie to zapraszam do odwiedzenia fanpage Obsessive. Tylko dobrze Wam radzę zostawić po sobie lajka. Inaczej możecie wylądować tak jak ja – gdzieś wysoko na drzewie błagając o litość. 

A jeśli chcecie z własnej I przymuszonej woli poskakać po drzewach to tutaj znajdziecie więcej informacji: Małpi JarGóra Harców i Adventure Park.

 _________________________

Nie zapomnijcie zostawić po sobie śladu! Czekam na Wasze lajki i komentarze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *