Wczoraj w świecie fizjoterapeutów zawrzało. Gorącą dyskusję wywołał materiał wyemitowany we wczorajszych wiadomościach – „Wolna amerykanka”, czyli o rękach, które leczą i które kaleczą. 

Kto nie widział to odsyłam tutajTe absurdy trzeba zobaczyć na własne oczy, bo chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie jest w stanie sobie wyobrazić, aby podczas czterech godzin kursu – dokładnie, aż czterech! – zrobić z kogoś fizjoterapeutę. 

Pisząc te słowa jestem po dwóch latach nauki masażu i na ostatnim, czwartym roku rehabilitacji. Jakby nie liczyć zaczynam już szósty rok nauki o tym jak pomagać i jak leczyć ludzi. Teraz, z perspektywy czasu, nieprzespanych nocy i wielu godzin praktyk dużo rzeczy wydaje się być proste i oczywiste, jak choćby fakt, że osoby niepełnosprawne trzeba nauczyć jak poruszać się na wózku.

Pamiętam swoje pierwsze praktyki. Był to oddział neurologiczny w jednym z trójmiejskich szpitali. Zostaliśmy podzieleni na pary, zapoznaliśmy się z kartami pacjentów i poszliśmy wykonywać zlecone ćwiczenia. Wielu z nich leżało w łóżkach od bardzo dawna i było to widać. Wielu prawdopodobnie nigdy łóżka nie opuści i będzie potrzebowała fachowej opieki do końca życia. Przykurczone ręce, wykrzywione paraliżem twarze oraz niejednokrotnie brak kontaktu – to dla nas był szok.

Po 21 tygodniach praktyk wyszłam ze szpitala silniejsza, ale też pełna pokory. To chyba właśnie wtedy uświadomiłam sobie jak kruche jest ludzkie życie. 

Potem było już z górki. Jedna przychodnia… Druga przychodnia… OREW i praca z dziećmi niepełnosprawnymi. Wiele, naprawdę wiele godzin pracy z chorymi ludźmi, poznawania ich potrzeb czy specyfikacji danych jednostek chorobowych. 

Na mój warsztat terapeutyczny składają się też długie godziny, które spędziła nad książkami, aby przygotować się do egzaminów i zaliczeń. Do dziś mam koszmary z Lovettem w roli głównej. Niby standardowy test sprawdzający siłę mięśniową, ale zrozumienie zasady jego działania zajęło mi kilka długich tygodni. Za to do dziś będę go recytować nawet obudzona w środku nocy z ledwo ukrywanym lękiem, aby pan profesor nie usłyszał choćby najmniejszego zająknięcia. O pomyłce w ogóle nie było mowy! 

Zresztą takich sytuacji było mnóstwo. Nie raz biegało się po całym mieście, aby znaleźć książkę, która pozwoli zgłębić lub przybliżyć dany temat. Samych atlasów anatomicznych mam cztery, plus taki specjalny do kolorowania

Wszystko po to, aby leczyć ludzi! 

Fizjoterapeuta nawet po studiach myśli o dodatkowych kursach, wykładach i szkoleniach, które są prowadzone przez wykwalifikowane osoby z tytułem doktoranckim, wywodzące się z renomowanych uczelni. Nie bez powodu śmieję się z moich znajomych, że zamierzam zostać wiecznym studentem i uczyć się co najmniej do trzydziestki. I nikt mi nie wmówi, że choćby i dwutygodniowy kurs fizjoterapeutyczny dla człowieka z ulicy da mu odpowiednie umiejętności manualne  i wiedzę. Jest to jakaś kpina. Czy naprawdę nasze prawo jest tak dziurawe i tak niedoskonałe, że takie sytuacje muszą mieć miejsce?

Z drugiej strony współczuje ludziom głupoty i zazdroszczę odwagi. Zdrowie ma się tylko jedno i powierzanie go w niefachowe ręce to jak gra w rosyjską ruletkę. 

_________________

 Zachęcam do polubienia bloga na facebooku

fb.com/AnatomiaZycia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *