Szkolny angielski zawsze miałam prowadzony beznadziejnie. Nic się nie zmieniało. Ciągle te same nudne regułki, próby zrozumienia czasów, klepanie słówek na pamięć i wymyślanie abstrakcyjnych zdań byle by wyrobić limit. Będę szczera – w szkole nie nauczyłam się ani jednego obcego języka (choć miałam również francuski i rosyjski). 

Minęło sporo czasu zanim zrozumiałam, że nie tędy droga. 

Trzeba zakasać rękawy i zrobić coś samemu. Na początku najlepiej bawić się językiem. Tłumaczyć ulubione piosenki, oglądać filmy po angielsku, czy czatować z obcokrajowcami. 

Jak ogarniesz podstawy to przychodzi taki dziwny moment niedosytu. Często jest to związane z praca, aspiracjami lub chęcią bycia  po prostu genialnym. A co! W końcu raz się żyje, co nie?

Także, jeśli kiedykolwiek najdzie Cię ochota (lub potrzeba) nauczenia się kilku angielskich zwrotów typowych dla fizjoterapeutów to ta książka może Ci się spodobać. Jednak przygotuj się na to, że sam będziesz musiał tłumaczyć polecenia. Na szczęście w dzisiejszych czasach to nie problem. Już nie musisz mozolnie wertować kartek słownika wściekając się, że nie pamiętasz kolejności liter w alfabecie, albo że znowu nie możesz znaleźć interesującego Cię słowa w kieszonkowej, mocno okrojonej wersji. Translator google ułatwi Ci pracę. 

Sam podręcznik jest bardzo przejrzysty. Każdy unit traktuje o czymś innym. Jest okrojony z podstaw. Skupia się na tym co jest najważniejsze, czyli fizjoterapii. 

W dodatku w końcu ktoś dobrze wykorzystał marginesy – można na nich znaleźć nowe słówka. Ja dodatkowo zapisuje również swoje. Dzięki temu notatki są bardziej przejrzyste. 

W książce znajdziesz dużą różnorodność zadań od dobrze Ci znanych ze szkoły czytanek, w których musisz uzupełniać słówka, przez tabelki i łączenia zdań, które do siebie pasują, kończąc na opisach, czy tłumaczeniach. Oko cieszy nie tylko przejrzystość, ale również spora ilość obrazków. Na przykład zamiast bezsensownie klepać nazwy kości to masz wszystko ładnie rozrysowane i zaznaczone na szkielecie. I od razu nauka jest przyjemniejsza. 

10942530_829577180436256_442429032_n

10941271_829577093769598_1671164987_n

Nie będę ukrywać, że samodzielna nauka wymaga sporego samozaparcia. W dodatku tłumaczenie poleceń może zniechęcać. Z drugiej strony autorka zadbała o wszystkie możliwe udogodnienia. Na przykład na końcu książki znajdziemy odpowiedzi, zapis nagrań, które są na dołączonej do książki płycie oraz słowniczek, choć ja i tak wolę używać translatora google. Od razu mogę wysłuchać prawidłowej wymowy.

Na koniec warto jeszcze podkreślić, że książka dba, o to, aby zachować równowagę między fachowym żargonem zrozumiałym tylko dla wąskiego grona wtajemniczonych oraz  prostym słownictwem, które trafi do przeciętnego człowieka. 

W zasadzie to tyle ode mnie. Książka, choć bez kolorowych obrazków, które krzyczą i zachęcają, aby zajrzeć do środka to mimo wszystko jest zrobiona przejrzyście i fachowo. W dodatku zawiera w sobie jednocześnie fachowe słownictwo, jak i zwroty, które zrozumie każdy, kto miał choć trochę obycia z językiem angielskim. Cena jest również niezbyt wygórowana. Można ją dostać już w granicach 50 złotych. Jest to jeszcze jeden powód, który mam nadzieję, że zachęci Was do kupna tej pozycji. W końcu wiecie… czasy nie pewne, NFZ się sypie, w Polsce płacą śmieszne kwoty. Kto wie przed jakimi wyzwaniami zostaniecie postawieni w przyszłości, a niestety w rozmowie z pacjentem google translator już nie wiele pomoże. 

10942738_428531360629991_8064474166194077088_n

Migi mówi, że w ostateczności książka może być całkiem niezłą podusią. Osobiście sprawdziła!

Aha! Jeśli znacie jeszcze jakieś książki do nauki języka angielskiego typowego dla masażystów, fizjoterapeutów lub lekarzy to dajcie znać w komentarzach. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *