Zacznijmy od tego czym jest eugenika. Najprostsza definicja będzie mówić, o tym, że to najzwyklejsza w świecie selekcja ludzi na lepszych i gorszych. Na przydatnych i nieprzydatnych i w pewnym sensie na bogatych i biednych.

W końcu bogacza było stać na godne życie. A biedny? Cóż… panował powszechny pogląd, że żebrak może urodzić jedynie żebraka, a złodziej – złodzieja. Element ewidentnie zbędny w społeczeństwie. Przynajmniej w oczach elity.

Eugenika to wymysł XIX wieku. Zaczęło się w Ameryce. W pewnym sensie jest to echo frustracji bogaczy, którzy nie mogli już korzystać z niewolnictwa. Szybko przerodziło się to w modę na prowadzenie drzewa genealogicznego i chełpienie się tym kto ma lepsze geny.

XX wiek to nie tylko fatalny w skutkach rozwój eugeniki, ale również czasy Hiltera i jego – mówiąc lekko – wybujałej fantazji.

Nazizm wspierał się nauką tamtych czasów, w tym antropologii, genetyki, medycyny. Na naukowym fundamencie została zbudowana polityczna ideologia.

Jednak wróćmy do początku – do czasów, gdy powstało pojęcie eugeniki (w dosłownym tłumaczeniu dobrze urodzony). W XIX wieku miasta są przeludnione, jest wyraźny podział na biednych, którzy żyją w skrajnym ubóstwie oraz bogatych, którzy uważają się za Panów. Są problemy z kanalizacją, bieżącą wodą, po ulicach biegają szczury, które roznoszą choroby. Ciężko zapewnić godne warunki życia – głód, brak możliwości nauki, czy migracji między kastami. Nic dziwnego, że żebrak rodził żebraka. Dziś takim ludziom pomagamy. Wyrównujemy szansę. Jednak w XIX wieku próbowano szerzyć idee braku akceptacji dla niższych klas społecznych, kalekich i degeneratów. Prawdopodobnie był to jedyny czas kiedy taka idea mogła zaistnieć. Zbyt wiele zbiegów okoliczności złożyło się w jednym czasie doprowadzając do daleko idących w skutkach działań. W tym faworyzowania aryjskiej rasy, czy bezsensowna eksterminacja Żydów.

I tu polecam film Nauka w imię rasy. Czyli kilka faktów, o tym jak próbowano stworzyć Muzeum Żyda. Jest to bardzo poruszająca opowieść o ludzkiej bezduszności oraz dowód na to jak szalenie była ważna eugenika. Do tego stopnia, że żywą jednostkę przestano traktować jak człowieka. Był po prostu przedmiotem, który równie dobrze mógł być muzealnym eksponatem (wyobraź sobie człowiek w „słoiku” z formaliną) lub okazem do okrutnych i niejednokrotnie bolesnych badań medycznych.

Ciężko z perspektywy dzisiejszej wiedzy i technologii oceniać tamtych ludzi. Choć wydają się bezduszni to prawdopodobnie bazowali na wiedzy i osiągnięciach, które były dostępne w XIX wieku. Jednak jeśli jeszcze można tłumaczyć strach przed niepełnosprawnością, chorobami genetycznymi, wrodzonym kalectwem i innością to już wmawianie, że bieda, żebractwo, prostytucja, czy złodziejstwo jest takim samym powodem do eksterminacji jest już mocno naciągane i w zasadzie wygodne. W ten sposób można było przejąć władzę nad ubogimi masami.

Dziś nikt nie posunie się do otwartego manifestowania segregacji ludzi, eutanazji, ograniczania możliwości wyjścia za mąż, czy sterylizacji ludzi, którzy zostaną uznani za zbędny element społeczeństwa. Skończyło by się to linczem.

Jak już wspominałam. Idea padła na podatny grunt. Prawdopodobnie XIX wiek to był jedyny czas kiedy mogła rozkwitnąć nakręcana głównie przez chore ambicje Hitlera. Rozwój eugeniki musiał skończyć się masowym mordem. Nie było innej drogi.

Jednak czy eugenika umarła wraz z jego głównym prekursorem, który swoimi poczynaniami przebił amerykański pierwowzór? W końcu był czas, że Amerykanie byli bardzo zdziwieni i oburzeni, że zaczerpnięta od nich ideologia podziału rasy na lepszych i gorszych w nazistowskich Niemczech jest wprowadzana kilka razy szybciej nich u nich.

Czy nadal jest stosowana selekcja, na tych którzy mają prawo do życia lub nie? Na gorszych lub lepszych? Czy to w ogóle możliwe, że część społeczeństwa jest wadliwa, źle przystosowana i w ogóle nie godna istnienia?

Z drugiej strony, czy w ogóle można być pewnym, że inteligentne małżeństwo będzie miało tak samo lub bardziej inteligentne dziecko? A może samo pojęcie ewolucji jest pomyłką? W końcu ewolucja to nic innego jak założenie, że formy życia wciąż ewoluują, czyli zmieniają się tak, aby przybrać jeszcze lepsze i jeszcze bardziej doskonałe formy. Czy my ludzie również podlegamy tej zasadzie? Jak szybko można ulepszyć człowieka? Czy w ogóle można uzyskać jakieś widoczne efekty za pomocą naturalnych metod (czyli doboru odpowiedniego mężczyzny i kobiety), a może wypadało by wspomóc się genetyką? A jeśli genetyka jest jedynym rozwiązaniem to gdzie jest granica?

W XIX wieku selekcja doprowadziła do masowych mordów. Dziś eugenika w pewnym sensie przeżyła tuning. Genetyka dopiero raczkuje. Dziś może jedynie selekcjonować. Sprawdzać, który zarodek jest zdrowy, a który nie. Jednak celem istnienia genetyki jest poznawanie i manipulowanie genami.

Tak naprawdę na dzień dzisiejszy problemem nie jest rozpoznawanie, a raczej nasze poczucie etyki.

To my musimy sobie odpowiedzieć na pytanie czy manipulacje na poziomie komórkowym są bardziej etyczne, niż odbieranie życia komuś kto już się urodził, bo z powodu wad (mowa o chorobach genetycznych, zniekształceniach ciała, upośledzeniach umysłowych) będzie obciążeniem dla społeczeństwa i istniejącego systemu.

W dodatku przeszłość już nas nauczyła, że nie wszystko jest dopuszczane do opinii publicznej. Mogę się założyć, o co tylko chcesz, że jakiś ześwirowany multimilioner opłaca rzeszę lekarzy, genetyków i naukowców by zrobili kopię jego tragicznie zmarłego syna lub pogania ich by opatentowali sposób na manipulację genami. Wiesz… dodać parę centymetrów wzrostu, blondyn, niebieskie oczy. Bo może dziś to nielegalne lub wykonywane w zaciszu prywatnych klinik za grube pieniądze to za lat dziesięć, czy dwadzieścia może być naszą codziennością. A wtedy kto pierwszy zdobędzie patenty, ten lepszy i bogatszy. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby być już przygotowanym.

Tak czy inaczej dzisiaj genetyka jest bohaterem i szansą na życie bez chorób. To wciąż ta sama genetyka, która wprowadza selekcje i mrozi zarodki, które w każdej możliwej definicji są żywymi istotami. Nie ważne czy mają świadomość, czy nie. A my bezczelnie zamrażamy je zawieszając między życiem i śmiercią nie dając żadnego wyboru. Szacuje się, że w Ameryce takich „więźniów” jest około pół miliona. I czy to jest etyczne?

I jak tu nie twierdzić, że eugenika to przeżytek?

Co prawda zamaskowana, niby łagodniejsza, ale kto wie, czy to nie jest forma przejściowa. I już pal licho z tymi zarodkami. W końcu połowa populacji uważa je za pełnoprawnych obywateli i żywe jednostki, druga zaś za nieświadomy niczego zlepek komórek. Bardziej martwi mnie, że pewnego dnia genetycy zaczną manipulować naszymi genami. Prawdopodobnie zacznie się niewinne. Będziemy poprawiać geny, aby „wyleczyć”. Potem ustalimy płeć. Może poprawimy jakieś drobiazgi, ot tak przy okazji. Na koniec elita będzie zamawiać dzieciaczki z katalogu i hodować je w sztucznych łożyskach.

Powstanie rasa panów. Tych idealnych pół bogów. Resztę pozostawiam Twojej wyobraźni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *