Pamiętacie wrażenia z Małpiego Jaru? Tak, tego miejsca z gdańskiego ZOO, gdzie utknęłam na linach na co najmniej godzine i naklęłam się na przynajmniej rok z góry? Postanowiłam sprawdzić czy tylko miałam zły dzień i nie ma się, czym przejmować, czy może powinnam poćwiczyć. 

Góra Harców znajduje się w bardzo przyjemnej okolicy, w małym lasku tuż przy bulwarze. Kojarzysz ten wielki parking w połowie? Barracudę? No to właśnie tu. Idąc bulwarem prawdopodobnie niczego nie zauważysz, ale wystarczy podejść aby usłyszeć wesoły gwar i dojrzeć pojedyncze elementy parku.

Spokojniej, bardziej kameralnie i co ciekawe – przytulniej

Tutaj panuje zupełnie inny klimat niż w Małpim Jarze. Co prawda tam jest więcej tras i patrząc w dół masz większe szanse na dostanie zawału to za to tutaj jest nieco spokojniej, bardziej kameralnie i co ciekawe – przytulniej. Jest gdzie usiąść, jest gdzie się wyhasać, ba! Są nawet huśtawki! W pewnym sensie Górę Harców można porównać do dużego placu zabaw, do którego chętnie będę wracać chociażby właśnie dla tych huśtawek czy hamaków. Wprost idealne rozwiązanie, aby zażyć chwili relaksu tuż przed lub tuż po przejściu trasy. W szczególności tej najtrudniejszej, która faktycznie okazuje się być dużo trudniejsza od trasy średniej. Tą ostatnią przeszłam bez problemów czy specjalnych akrobacji. Tą drugą… Mówiąc delikatnie przeszłam, ale nie obyło się bez zwątpienie w siebie i swoje możliwości.

Twórcy uzyskali ciekawy efekt poprzez stopniowanie. Na samym dole jest najłatwiejsza trasa, nad nią średnia, a ta najtrudniejsza góruje nad wszystkim dosłownie i w przenośni.

Twórcy uzyskali ciekawy efekt poprzez stopniowanie. Na samym dole jest najłatwiejsza trasa, nad nią średnia, a ta najtrudniejsza góruje nad wszystkim dosłownie i w przenośni.


Gora Harcow

Tu efekt stopniowania jest jeszcze bardziej widoczny.


Nie powiem, pomysłowe choć chyba nie na mój wiec ;)

Nie powiem, pomysłowe choć chyba nie na mój wiek ;)

I tutaj możemy odnieść się do starej, ludowej prawdy:

jak przeżyjesz to zrozumiesz

dlaczego ja pokochałam park linowy, jako doskonałą formę spędzania wolnego czasu. Nie ma innego sposobu abym mogła Ci przekazać emocje, które towarzyszą chwili, gdy znajdujesz się kilka metrów nad ziemią, w około Ciebie nie ma nic prócz gałęzi, ale przecież one Ci nie pomogą, gdy ty akurat się zaplątałeś na banalnie wyglądającej przeszkodzie. Niby wiesz, że jesteś przypięty i nie może Ci się nic stać, ale ty i tak kurczowo, aż do bólu trzymasz się tych głupich lin jakby od tego zależało Twoje życie. Serce Ci wali, słyszysz w głowie szum i cicho się modlisz aby stał się jakiś cud. Chcesz jak najszybciej przytulić kolejne drzewo i najlepiej zostać przy nim na zawsze, tym bardziej widząc kolejną, jeszcze trudniejszą przeszkodę, ale wiesz, że musisz iść dalej. Inaczej nie zejdziesz a honor i duma nie pozwalają Ci wołać o pomoc. No jak to? Przecież jeszcze tego brakowało aby instruktor musiał po Ciebie lecieć i Cię ściągać z trasy. Co to to nie. Dzieci sobie radzą to ty nie dasz rady? Tylko jakim cudem one już przeleciały całość, a ty utknąłeś gdzieś w połowie? Jest to fenomen, którego nie zrozumiałam nawet po przejściu kolejnych trzech tras. Widać potrzebuje kolejnej wizyty i bardziej dogłębnych obserwacji aby rozwiązać zagadkę. 

Najczęstsza prośba? O nie! Byle nie szpagat!

Najczęstsza prośba?
O nie! Byle nie szpagat!


Tyrolka... Chwila względnego relaksu. Polecam nie patrzeć w dól. Jest diabelnie wysoko!

Tyrolka… Chwila względnego relaksu. Polecam nie patrzeć w dól. Jest diabelnie wysoko!

________________

 Zachęcam do polubienia bloga na facebooku

fb.com/AnatomiaZycia

2 thoughts on “Góra Harców, czyli o pokonywaniu własnych słabości

  1. Kamil Kowalczyk pisze:

    Aaaa… dopiero ogarnąłem że to nie jest park linowy w Kolibkach tylko w samym centrum Gdyni : )
    Fajnie wiedzieć. Ale widać że kampanię reklamową mieli słabą : (. Za to Twój wpis jak zawsze pełnowartościowy i zachęcający do odwiedzenia. Może też się wybiorę : )

    • AnatomiaZycia pisze:

      Sama dowiedziałam się o tym miejscu przez kompletny przypadek. Najzabawniejsze jest to, że wiele razy przechodziłam obok i przez te drzewa niczego nie zauważyłam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *