Wiesz… Uwielbiam Internet. Z ręką na sercu nie wyobrażam sobie życia bez niego. Dzień zaczynam od szybkiego przeglądu newsów i nowości. Kasia pokłóciła się z facetem. Marek pocisnął na siłowni, a ulubiony blog wrzucił arta na temat wyższości treningu kardio nad siłownią. Do tego te magiczne apki. Sprawdzą mi połączenia, gdy jadę do przyjaciółki, przypomną o dentyście, albo pozwolą się odmóżdżyć przy unicestwianiu hordy zombie, gdy autobus utknie w porannym korku. 

W dodatku Internet to kopalnia wiedzy. To nie tylko profesjonalnie napisane artykuły na poważnych portalach, ale również (v)blogi często prowadzone przez pasjonatów i specjalistów w danym temacie. Idealnym przykładem tego drugiego jest Projekt Masaż. Chłopaki robią naprawdę genialną robotę. Ich filmy są profesjonalne, a wiadomości w nich zawarte sprawdzone i poparte wypowiedziami osób, które znają się na rzeczy. Chętnie z nich korzystam. Są inspirujące, dają mi do myślenia, uczą lub zwracają uwagę na ważne kwestie, które czasem były przede mnie ignorowane. I tak – to jest dobre. 

Jednak, gdy jeden z czytelników podesłał mi link do oferty MyDeal i 12-miesięcznego kursu masażu online to o mały włos się nie przeżegnałam! 

Dla mnie takie praktyki to pomyłka, nawet jeśli kurs prowadzi „(…)trener i instruktor w wielu dyscyplinach sportowych. Jest związany ze sportem od 23 lat, a zawód masażysty praktykuje od 2000 roku”. Tym bardziej, jeśli kurs oferuje naukę nowego zawodu, czy elementów fizjoterapii. Aż strach pomyśleć do jakich praktyk może zostać namówiony niczego nieświadomy uczeń. W końcu zrobienie krzywdy nie jest takie trudne. 

 W nauce mają pomóc filmy video oraz interaktywne ćwiczenia. 

Taaak… Cofnijmy się kilka lat wstecz, gdy ja uczyłam się masażu. Cały pierwszy rok, czyli dokładnie dziesięć miesięcy, uczyłam się masażu klasycznego. Gdy na pierwszych zajęciach prowadzący kazał odsłonić uda byłam w szoku. To na nich mieliśmy uczyć się pierwszych chwytów.

Nie tak to sobie wyobrażałam.

W dodatku zapamiętanie ich było trudne. Nie można było, ot tak sobie pomiziać. Każdy ruch miał jakiś cel. Aby go spełnić trzeba wykonywać chwyt prawidłowo. Spędzaliśmy wiele godzin w szkole na praktycznej nauce, jednak i tak musiałam się uczyć w domu na własną rękę. I tu zaczęły się schody. Niby wszyscy uwielbiają masaże, ale znalezienie modela, który zmarnuje godzinę, czy dwie na bezproduktywnym leżeniu to sztuka. Tym bardziej, gdy się okazuje, że po pierwszym miesiącu w cudowny sposób nie uleczę przewlekłego bólu karku. Zamiast tego będę molestować udo na wszelkie możliwe sposoby przy okazji rozkładając notatki wszędzie – łącznie z samym pacjentem. 

A teraz spróbuj sobie wyobrazić e-learning. Kto zmusi ucznia do poszukania modela do nauki masażu? Popatrzy taki na filmik. Rozcieranie jak rozcieranie. Obejrzy, posłucha – a tam! Przecież to proste. Trudno mi sobie wyobrazić osobę, która była by na tyle zdeterminowana, aby wgryźć się w temat. W końcu rozcieranie, rozcieraniu nie równe. Osoby, które masują na pewno przyznają mi rację. Jedne (na przykład te, gdzie główną rolę grają opuszki palców) są bardziej delikatne i powierzchowne. Z drugiej strony, gdy używamy kłębów to naturalne, że będziemy oddziaływać na głębsze warstwy. 

Jednak, aby poznać i wyczuć tą drobną różnicę to trzeba mieć „fach w rękach”. Każde ciało jest trochę inne. Jedno będzie nieziemsko wysportowane, w drugim będzie trzeba się przebić przez zwały tkanki tłuszczowej. Jedna osoba jest zdrowa, a druga będzie chorować. I tu też pojawia się problem, bo jest szereg przeciwwskazań (tu tu). Jak sądzisz – czy osoba, która przejdzie taki internetowy kurs, będzie w stanie rozpoznać przeciwwskazania? Czy będzie w stanie podjąć decyzję kiedy bezwzględnie trzeba z niego zrezygnować, a kiedy można „nagiąć” zasady?

Dlatego osobiście uważam, że takie praktyki nie powinny mieć miejsca. Okey – jeśli reklama wyraźnie mówił o pomocy naukowej dla przyszłych techników masażystów, czy fizjoterapeutów to nie powiedziała bym złego słowa. Niestety jestem przeciwna jakiejkolwiek formie „chodzenia na skróty”. Dotyczy to tak samo takich e-lerningów, czy dwu tygodniowych kursów, po których budowlaniec staje się „wykwalifikowanych” rehabilitantem

Aby zostać specjalistą w danej dziedzinie trzeba się nie tylko uczyć od specjalistów, ale również mieć praktyczne doświadczenia. I to nie jest tak, że zrobisz coś raz… To czasem nawet setki powtórzeń tej samej czynności. Zresztą – co ja się będę rozpisywać.

Bądź szczery sam ze sobą i napisz mi, czy chcesz być masowany
przez kogoś kto może słyszał o skoliozie,
a dyskopatię widział ewentualnie na jakiejś kserówce?

3 thoughts on “Jak nie uczyć się masażu?

  1. BogusiaM pisze:

    Też jestem przeciwko takim kursom/ kursikom. Człowiek to nie glina, czy drewno z którego rzeźbić można uczyć się na swoich błędach.

    • AnatomiaZycia pisze:

      Bogusia, bardzo dobrze powiedziane. Najgorsze jest to, że praktycznie nie masz szans na sprawdzenie czy idziesz do dobrego specjalisty, czy dobrego komika, który po kilku weekendowych kursikach chce zbawiać świat.

      • BogusiaM pisze:

        Niestety, ale tak jest z wieloma dziedzinami. Jak zobaczyłam ostatnio na facebooku, że znajoma która studiowała ze mną kosmetologie uczy teraz anatomii na jakiejś szkole policealnej to chwyciłam się za głowę. Nie mówię, że ona jest głupia, czy nie ma wiedzy, ale jednak nie taką jak profesor po medycynie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *