Uwielbiam być przyjemnie zaskakiwana. W końcu, kto by się spodziewał, że gazeta, której tematem przewodnim jest fitness i kulturystyka może być, aż tak wciągającą lekturą. 

Przede wszystkim doceniam przejrzystość i treść. Gazety często mnie nudzą. Dużo obrazków, mało treści. Jak kupię jakieś czasopismo na początku swej podróży to już w drodze powrotnej mogłabym ją komuś przekazać do przekartkowania. Szkoda marnować papier na te kilka minut. A tu proszę… Czytam praktycznie artykuł za artykułem. I co chwilę coś mnie zaskakuje. Na przykład, kto słyszał, że mamy wicemistrza świata w trójboju siłowym, albo w armwreslingu? Albo, że można tyle pisać o budowaniu mięśni pleców?

KiF

Jestem fizjoterapeutką i choć staram się, aby moja wiedza była rozległa to ciężko być alfą i omegą. Prawdopodobnie dla tego wielu z nas z czasem specjalizuje się w jednym temacie. Moją piętą Achillesową są tematy około siłowe. Jakieś podstawy złapałam. Nawet raz czy drugi odwiedziłam to wymyślne miejsce tortur. Jednak to nigdy nie było to. Ciężko mi było zrozumieć pewne mechanizmy. Od samego początku brakowało mi paru praktycznych, logicznych i zrozumiałych porad, które tutaj znajduję w wielu artykułach. 

KiF

Ponad to w numerze można znaleźć sporo inspiracji. Zauważyłam, że często podkreśla się, że trzeba trenować różne partie mięśni oraz jak istotne jest wprowadzanie nowych elementów do treningów. Co ważniejsze dokładnie wyjaśniają dlaczego tak, a nie inaczej. 

KiF

W gazecie, w której się spodziewałam jednego konspektu za drugim odnalazłam dużo interesującej treści oraz część poświęconą zdrowiu i odżywianiu. Mile zaskakują zdjęcia potraw. Są dziwnie naturalne. Nawet, jeśli ktoś poświęcił sporo czasu na ich stylizację to nie wyglądają na wyszukane. Od razu chce się gotować. Niby szczegół, ale jak cieszy! Nie ma nic bardziej frustrującego niż spędzić godzinę lub dwie w kuchni, tylko po to, aby okazało się, że to, co w gazecie wyglądało fantastycznie, w mojej wersji może uchodzić co najwyżej za kolorową abstakcję. 

Moja ocena:

Ktoś kiedyś mi powiedział, że motywacja jest tania. Choć na początku go wyśmiałam to teraz rozumiem, że do „tworzenia” motywacji nie trzeba wiele. To kwestia naszej wewnętrznej siły. Gdy mamy to coś to można ją „tworzyć” niemalże z powietrza. Inna rzecz to wiedza. Aby ją przekazać, najpierw trzeba samemu zainwestować czas, pieniądze i uwagę. Czytając KiF miałam poczucie, że ktokolwiek tego nie pisał to musiał cholernie dobrze znać się na rzeczy. Nie dość, że wciągnął kompletnego kulturystycznego laika to pamiętajcie, że gazeta zdaje się być celowana jest do męskiego grona. Ogromnym plusem jest też język i forma przekazu. Chwilami czuje się jakby „mówił” do mnie starszy kolega z podwórka.

KiF

Biorąc to wszystko pod uwagę KiF, a przynajmniej numer 3 z 2014 roku, można uznać za mistrzostwo. 

Droga Redakcjo, gratuluję. Dobry pomysł, świetne wykonanie. Oby tak dalej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *