Na ten dzień czekałam jak sześciolatek na Gwiazdkę. Całe wakacje obiecywałam sobie, że w tym roku zaliczę kajaki. Już myślałam, że to tylko czcze założenie, gdy sytuację uratowała Lokalna Organizacja Turystyczna. O ironio ta sama, która zorganizowała Piekielny Rajd Rowerowy

Dzięki moim „oprawcą” czekał mnie spływ po Wieżycy. Naprawdę piękna, łagodna rzeka. No… poza jednym, mało przyjemnym szczegółem, o którym za chwilę. 

Dane techniczne

ja, kajak i wielka rzeka

Wahadło na Wierzycy
oraz
Skansen w Szymbarku

Start: 30.08.2015 z Gdyni ok 8:15 samochodem do Grodziska Owidz.
Tam podstawiony busik o 10:00 zabrał nas do Starogardu Gdańskiego. 

Czas: ponoć miała być godzina, nam wyszły ze dwie. 
Ale to pewnie dlatego, że pływaliśmy od brzegu do brzegu ;) 
Skansen w Szymbarku – bez problemu.

Powrót: tego samego dnia. 

Kajaki

Może najpierw napiszę kilka słów o miejscu, z którego startowaliśmy. Miało genialny klimat. Przywieźli nas na jakąś boczną, polną uliczkę. Pierwsze, co rzucało się w oczy to stary budynek bez okien. Za nim kryło sie pobojowisko, którego nie powstydziliby się scenarzyści Powstania Warszawskiego. 

Kajaki

Kajaki

Potwornie kusiło, aby poszperać. Mimo świadomości, że wszystko może runąć. No, ale co ja poradzę, że takie miejsca kuszą mnie swoją tajemnicą? Te ruiny tylko mi przypomniały, że na mojej check liście powinna znaleźć się kolejna wizyta na Zamku w Łapalicach. Normalnie musieli mnie niemalże siłą zabierać. 

Kajaki

Kajaki

Co jak co, ale trzeba przyznać, że miejsce, z którego startowaliśmy było bardzo piękne. Okey, może zejście do wody jest nieprzyzwoicie strome, ale chyba nikt nie wylądował tyłkiem w wodzie :) Niestety zdjęcia poglądowego brak. Ale uwierzysz mi na słowo, prawda?

Kajaki

fot. Lokalna Organizacja Turystyczna

Okey, jestem w środku. Kajak chwieje się niemiłosiernie. Ale tego się spodziewałam. Za to nie spodziewałam się, że mój „kierowca” już na samym początku rozpędzi kajak tak, że mnie pozostanie tylko bezmyślny wrzask, że chyba zidiociał. „To miał być relaks, a nie wyścigi!” – darłam się przerażona ile sił w płucach. Ci na górze musieli mieć niezły ubaw. 

Kajaki

Kajaki

Rzeka piękna. Widoki piękne, ale… Boże, jak ta rzeka śmierdzi! Ten odcinek, który wiedzie przez miasto przypomina ściek. Jeszcze gorsze są gałęzie tuż nad wodą, z których ordynarnie zwisały papiery i inne śmiecie. Mnie ewidentnie kojarzyły się z mocno zużytym papierem toaletowym. Ble! Mam dreszcze obrzydzenia za każdym razem, gdy sobie o nich przypomnę! Niestety kilka razy nie udało się ich uniknąć, co sygnalizowałam siarczystymi przekleństwami i głośnymi jękami obrzydzenia. 

Kajaki

Kajaki

Kajaki

Kajaki

Kajaki

Następnym razem ja tak płynę! W szczególności, jeśli rzeka sama niesie. W naszym przypadku ruszanie wiosłami było ogromnym błędem. Przez to albo robiliśmy kółka (trochę minęło, zanim oswoiłam logikę skręcanie), albo płynęliśmy od brzegu do brzegu przy głośnej salwie śmiechu. W szczególności wtedy, gdy zrobiliśmy sobie małą wojnę. Dawno zwykłe chlapanie nie sprawiło mi, aż takiej frajdy! 
Kajaki

Kajaki

O! Tu na tym zdjęciu widać te wszystkie obrzydlista uczepione dolnych gałęzi. Tutaj było je łatwo ominąć. Ale tam, gdzie było bardziej gęsto… Fuj! Raz bliskie spotkanie z tym syfem skończyło się epicką walką z pająkiem. 1:0 dla mnie, choć nie wiele brakowało, aby nasz kajak wywalił się do góry dnem.

Kajaki

A tutaj aparat zrobił mi psikusa. Ktoś – przypadek, czy sabotaż? – zmienił filtr w aparacie i połowa zdjęć z mojego pierwszego kajakowania wygląda co najmniej ciekawie. Poniżej kilka przykładów. 

Kajaki

Kajaki

Kajaki

Kajaki

Kajaki

Kajaki

Kajaki

Kajaki

Kajaki były genialne. Rzeka łagodna, nieco zarośnięta, ale takich przeszkód jak ta powyżej było nie wiele. W sam raz dla początkujących, dla których podstawowym wyzwaniem było zgranie się i jako takie wiosłowanie do przodu. My najczęściej pływaliśmy od brzegu do brzegu, a gdy już mieliśmy nadzieję na dobre tempo to ostatecznie i tak lądowaliśmy w krzakach.

Za to ubaw mieliśmy po pachy z naszej niezdarności, kraks i chlapania. A to dopiero początek dnia! Punkt kolejny… 

Skansen w Szymbarku

Dojeżdżamy. Kierujemy się znakami, a do samego Skansenu prowadzi boczna, leśna ścieżka. Dobrze, że asfalt wylali, choć tak wąsko, że chwilami musiałam mocno wjeżdżać na pobocze, aby minąć się z nadjeżdżającym z naprzeciwka. Aż tu nagle zza drzew pojawia się gigantyczny parking, którego nie powstydziło by się żadne rozchwytywane centrum handlowe w godzinach szczytu. Samochód na samochodzie! Musieliśmy parkować gdzieś pod drzewem, bo miejsc „numerowanych” nie uświadczysz. 

Wszędzie dookoła panował nastrój beztroskiej sielanki. Jeszcze przed główną bramą były rozstawione kramy z łakociami i innymi bibelotami. 

Jednak błogi nastrój skończył się tuż przy kasie. Ktoś tu robi czysty interes. Całe 18 złotych za osobę?! I naprawdę nie ma biletów ulgowych dla studentów? Ktoś tu chyba sobie w kulki leci, ale skoro po tylu latach, w końcu tu dojechałam to grzechem było by przegapić taką okazję. 

Wchodzimy. Wita nas dziwna, nieco posępnie wyglądająca fontanna. I dopiero teraz, robiąc jej zdjęcie zauważyłam, że mój aparat ześwirował. Jest różnica?

Szymbark

W tym pierwszym wygląda jakby nadciągała jakaś złowroga burza. A pogoda – choć pochmurna – była piękna. W sam raz na całodniowe wycieczki. 

A skoro o wycieczkach już mowa to poruszanie się po Skansenie ułatwia znaki z kierunkiem zwiedzania. Znaczy powinny ułatwiać, ale jak na mój gust są zbyt małe i zbyt mało widoczne. Przez to, co jakiś czas błądziliśmy i musieliśmy się wracać. Mimo to i tak nie jestem pewna, czy zobaczyłam wszystkie stanowiska. 

Ja o mało nie przegapiłam punktu pierwszego, czyli sławnej deski. I tu zagwostka. Są dwie deski. Jedna pięknie wygrawerowana, pomalowana i mocno rzucająca się w oczy. Jednak po chwili dostrzegam tą drugą z o wiele wyższym pomiarem. Do tej pory zastanawiam się czemu nikt nie zadbał o to, aby „zwycięzca” rzucał się w oczy tak jak jego poprzednik. Ktoś coś?

Szymbark

W końcu znudzona bezowocnym myśleniem zaczęłam podziwiać wzory. Pięknie, po prostu piękne i o wiele bardziej fascynujące niż kilka sęków.

Szymbark

Kolejny punkt programu to Dom Sybiraka i kolej, którą byli przewożeni ludzie. Smutna historia. Tym bardziej nie rozumiem sweet foci i śmiechów w miejscu, gdzie cierpieli ludzie. Nawet, jeśli budynek nie stoi w oryginalnym miejscu, bo zdemontowali go i złożyli na nowo tu u Nas w Polsce. Podobnie jak dziwi mnie obecność tego domu w Skansenie, który jest nastawiony na ludzką rozrywkę, ale być może jest jakiś wyższy cel, którego ja zrozumieć nie potrafię. 

Zdjęć chaty tutaj nie zobaczycie. Jedynie „próchniejące” zwłoki pociągu. 

Szymbark

Szymbark

Szymbark

 Dalej atmosfera jest o wiele lżejsza. Są drewniane chaty, zielony bunkier z palącym się w środku ogniskiem (jeśli masz ochotę na kanapkę na ciepło to możesz piec do woli) oraz coś, co mnie osobiści urzekło. Mianowicie akcja złów se obiad. 

Za całe 15 złotych dostajesz kija i haczyk z przynętą. Twoim zadaniem jest wyłowić pstrąga, który wyląduje na ruszcie. Szkoda, że u nas w Trójmieście nie ma takich restauracji. Mogłoby być wesoło. 

Szymbark

Szymbark

Szymbark

O! A tu widać jak odnajduję w sobie dziecięcą radość. Im jestem starsza, tym bardziej przekonuję się, że tak naprawdę cieszą mnie proste rzeczy. Owszem, jestem kobietą i kocham dostawać biżuterię, wyjeżdżać w ciepłe kraje, czy korzystać z luksusowych salonów spa, gdzie każda moja najmniejsza zmarszczka zostaje odpowiednio naprostowana. Jednak na co dzień drobne wygłupy, droczenie i najbanalniejszy uśmiech to jest właśnie to czego potrzebuję. 

Szymbark

I w końcu (po krótkiej wizycie w zaimprowizowanej ptaszarni) trafiliśmy do celu! Proszę Państwa, oto Dom do Góry Nogami. Z zewnątrz wygląda świetnie. Wewnątrz przydał by się mały remont, ale wrażenia są niesamowite. Próbujesz stać prosto, a lecisz na ścianę. Na dole jeszcze jakoś można sobie poradzić, ale na górze… Oj, mało brakowało abym szła tam na czworakach :D

Szymbark

Szymbark

Klasyka. Znacie kogoś kto tam był i nie łapał dachu, albo nie podpierał komina? Bez tych zdjęć wycieczka do Szymbarku byłaby stracona!

Szymbark

Szymbark

W środku jest przede wszystkim brudno. Są dziury w ścianach i zerwane tapety. Widać, że Dom jest po przejściach. Jakby zostawić w nim nieco porozwalanych rzeczy to można by śmiało założyć, że miał bliskie spotkanie z tsunami. 

A tak? Niestety zawodzi. Tym bardziej, że w środku mebli jak na lekarstwo. Jedyne, co było warte uwagi (poza zabawnymi zawrotami głowy) to stary telewizor „postawiony” na podłodze oraz tandetne plastikowe kwiatki.

Szymbark

Szymbark

Oczywiście nie mogło zabraknąć też kilku głupich fotek na zewnątrz. Nie wszystkie nadają się do publikacji, ale lubię Cię drogi Czytelniku, więc uchylę rąbka tajemnicy.

Szymbark

Oraz drugiej głupawej sesji foto z moim nowym przyjacielem – niebieskim jednorożcem. Dostałam go od wuja w nagrodę za złapanie stażu, ale o tym kiedy indziej. Nie będę Ci psuć wakacyjnego klimatu pracą, czy nauką – prawda?

Szymbark

Jeśli kiedykolwiek uznacie, że jakaś okazja wymaga kwiatów to z własnego doświadczenia polecam zastanowić się, czy nie lepiej zainwestować w latający balonik. Trwalszy i daje dużo więcej frajdy. W szczególności, jeśli osoba obdarowywana ma poczucie humoru. 

Szymbark

Szymbark

Choć to był koniec naszej wycieczki to i tak pozwoliłam sobie na jeszcze odrobinę szaleństwa jak chociażby pochłonięcie żelowej podróby stonogi, czy zatrzymanie się przy tych uroczych futrzanych stworzonkach. Można na nie trafić w Wierzycy. Ich zagroda jest na łagodnym zboczu góry, tuz przy samym jeziorze. Jest nie wiele miejsca do parkowania, ale nie mogłam się powstrzymać, aby się nie zatrzymać.

Szymbark

Wieżyca

Wieżyca

Wieżyca

Wieżyca

Done. Zdjęć z grillowania i morsowania u Babci już brak. Dzień uważam za mega udany, choć sam Szymbark według mnie jest mocno przereklamowany. Denerwujące jest głównie to, że za samo wejście tam płacisz 18zł (brak biletu ulgowego uważam za mocne niedopatrzenie), a ostatecznie i tak się okazuje, że w środku za połowę rzeczy musisz płacić ekstra. Mowa chociażby o Świecie Bajek, kinie 5D, czy parku linowym. Jestem uzależniona od parków linowych, ale cena w połączeniu ze zdrowym rozsądkiem (moje ręce po kajakowaniu nie wytrzymały by większości przeszkód) wygrała.  Park linowy  i cztery nowiutkie trasy muszą zaczekać. Mogę co najwyżej pomyśleć o przejściu jeszcze raz, któregoś z Trójmiejskich ( TU, TU i TU).

Kajaki i Szymbark

To tylko jeden dzień, a tyle frajdy i cała kupa genialnych wspomnień. O bajecznym jednorożcu, który do dziś wisi mi nad głową już nie wspomnę. Korzystajcie ze swoich dni wolnych do upadłego. Rozejrzyjcie się trochę. Może dzieje się coś ciekawego w mieście? Albo kilka kilometrów od Was jest jakieś miejsce warte uwagi? 

Pamiętaj – najbliższy weekend należy do Ciebie. Co z nim zrobisz to już Twoja broszka. Tylko przyklejony do facebooka lub telewizora nie przegap swojego życia. 

*  *  *

Ps. Znasz jakieś miejsce godne polecenia? Pisz.
Uwielbiam podróżować. Jeśli kiedykolwiek zawitam w Twoje rejony to chętnie skorzystam z rady. 

_____________________________________________________________________________________________________

Tekst Ci się podobał? Napisz komentarz i zostaw like! :)

7 thoughts on “Krzywo i mokro. [Fotorelacja]

  1. BogusiaM pisze:

    Kajaki fajna sprawa! Domek w Szymbarku ok, z zewnątrz fajny w środku biednie – więc mamy takie same zdanie na ten temat. Przereklamowany, mnie bardziej zachwyciły Daniele co były w zagrodzie;p

  2. Nieobiektywny pisze:

    Uwielbiam kajaczki, zwłaszcza na rzece – jezioro to nie to samo. ;) Nie tak dawno miaem okazję patronować imprezie AWF Kayak Days, gdzie głównym gościem był Aleksander Doba. Jesli masz ochotę zapraszam do relacji z imprezy. ;)

  3. Sisters92 pisze:

    Cały nasz blog to miejsca warte uwagi, zapraszamy :)
    Za kajakami nie przepadamy, a 18 złotych za bilet wstępu to faktycznie lekka przesada.

  4. Sandra pisze:

    Super zdjęcia, sam lubię kajak i wszystkie widoki z tym związane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *