Nie pierwszy raz media i szum informacji zagłuszają sedno sprawy lawirując między półprawdami. Podobnie jest w tym wypadku. Wyolbrzymia się jedno, umniejsza drugie, a jeszcze inne przemilcza. W imię czego? Nie wiem. Żadnego wyższego dobra tu nie widzę. Może ty zobaczysz coś, co dla mnie jest zagadką. 

Do rzeczy.

Cofnijmy się paręset lat wstecz

Sól towarzyszy człowiekowi od dawna. Tajemnicą nie jest, że niegdyś sól była cenna – jeśli nie cenniejsza – niż złoto. Stanowiła taki sam środek płatniczy. Była trudna do pozyskania. Często trzeba było ją przywozić z daleka. 

Nie chodziło tylko o walory smakowe. Sól doskonale sprawdza się przy konserwowaniu żywności. W czasach, gdy nie było lodówek przechowywanie żywności było trudne. Wszystko, co mogło przedłużyć jej termin ważności było szalenie pożądane i… drogie. 

Sól w naszej diecie

Sam widzisz, że sól to nie wymysł współczesnych naukowców. Jemy ją od setek lat i jakoś nikt z powodu soli nie umierał. Znaczy nie umierał. Dopiero teraz coś poszło nie tak i nagle nasza przyjaciółka stała się wrogiem numer jeden. 

W tym miejscu należy podkreślić bardzo ważną rzecz. Sole mineralne stanowią około 4% naszego organizmu. A skoro są, to znaczy, że są potrzebne. W końcu Matka Natura nie stworzyła niczego bez przyczyny. 

Sole mineralne są materiałem budulcowym, stanowią podstawę w gospodarce wodno – elektrolitowej, utrzymują równowagę kwasowo – zasadową, są podstawą działania pobudliwości nerwowo – mięśniowej oraz wchodzą w skład hemoglobiny, mioglobiny, enzymów, witaminy B12, czy ATP i ADP. Mikro i makroelementy sterują nawet naszą przemianą materii, a nawet biorą udział w tworzeniu kwasu solnego w żołądku. A to i tak zaledwie kilka z ich zastosowań. 

Niby 4% to nie wiele, ale gdy jest ich za mało to dochodzi do poważnych zaburzeń. 

Zalecana dzienna dawka soli to 5 gramów, czyli płaska 1 łyżeczka

Sól, która jest najbardziej popularna to sól kuchenna. Jest śnieżnobiała, jednorodna oraz sypka. Dzieje się tak dlatego, że w środku są tak naprawdę zbędne przeciwzbrylacze. Jest to tak zwana sól warzona, która w procesie produkcji zostaje oczyszczona. W ten sposób pozbawia się ją cennych makro i mikro elementów. W dodatku sól jest poddawana wysokiej temperaturze, a to z kolei powoduje zmiany w jej strukturze chemicznej. Niestety tak przetworzona sól jest inaczej przyswajana przez organizm. 

W ten oto sposób powstaje sól, która jest oczyszczana chemicznie i mechanicznie. Z naturalnego, zdrowego produktu, który mógł dostarczyć do naszego organizmu makro i mikroelementy powstał produkt wysoce przetworzony pozbawiony jakichkolwiek właściwości. Nie można go nawet nazwać jałowym. Bardziej poprawne określenie to szkodliwy. 

Niestety sól warzona jest wykorzystywana przez przemysł. I tu sprawa jest prosta. Wygrywa wygoda. 

Sól kamienna, ta naturalna i nie przetworzona to około 96-97% NaCl, reszta to mikro i makroelementy – również w różnej kombinacji. Używając jej na skalę przemysłową zawsze uzyska się nieco inny smak jednej partii produktu i nieco inny smak drugiej partii produktu. Łatwiej wykorzystać sól kuchenną, która jest czystym, wyjałowionym NaCl, niż edukować społeczeństwo. 

I tak oto sami, na własne życzenie stworzyliśmy potwora. Sól kuchenna to faktycznie biała śmierć, która przyczynia się do wzrostu zachorowań na nadciśnienie tętnicze. Dzieje się tak dlatego, że sód (Na) zatrzymuje wodę w organizmie, a co za tym idzie wzrasta ciśnienie krwi. Nasze tętnice nie są w stanie wytrzymać naporu i odkształcają się. Stąd już tylko krok do katastrofy. Więcej w osobnym wpisie (TU). 

Nie ma co się dziwić, że gdy chorujesz na nadciśnienie to jednym z pierwszych zaleceń jest zrezygnowanie z soli. Tym bardziej, że jest ona dodawana do wielu produktów takich jak chleb, przetwory, czy wędliny. W efekcie spożywamy trzy do pięciu razy więcej soli niż przewidują normy

Dla porównania – sól kamienna

Czysta natura. Ma w sobie wszystkie mikro i makroelementy, których potrzebuje nasz organizm do podtrzymania podstawowych funkcji życiowych. Tej soli nikt chemicznie nie maltretował. Wszystko co się z nią działo było dziełem Matki Natury, a wierzcie mi – miała co robić. 

Sól kamienna powstała z prehistorycznego morza, które istniało jakieś 250 milionów lat temu. Matka Natura musiała trochę nad nim popracować, aby wydobyć z niego to, co najlepsze. 

Jest nawet naturalnie jodowana, choć Państwo wie lepiej. W świetle prawa nawet naturalnie jodowana sól musi zostać wzbogacona. To tylko utrudnia zdobycie naturalnego, w pełni zdrowego produktu. 

 

A więc, która sól jest najlepsza?

To trudne pytanie. Łatwiej by było powiedzieć, której soli nie używać. Kuchenna, która jest wyjałowiona w wysoce przetworzona nie daje nam nic wartościowego poza słonym smakiem. W zasadzie truje nas, bo dostarcza do organizmu mnóstwo sodu, który zwiększa objętość krwi prowadząc do nadciśnienia. 

Inny wybór to sól morska. Jedni chwalą i popierają jako zdrową alternatywę ponieważ zawiera naturalny jod, inny wskazują, że we współczesnym morzu pływa tyle świństwa i chemikaliów, że w efekcie uzyskujemy chemiczną zupę. Oczywiście o jakichkolwiek właściwościach prozdrowotnych możemy mówić, gdy sięgamy po sól pozyskiwaną naturalnie jak ta z Camarque nad Morzem Śródziemnym. Tam tworzy się saliny, gdzie pod wpływem działania słońca i wiatru woda odparowuje zostawiając cenne, słone kryształki. Pozostaje jednak pytanie, czy faktycznie w takiej soli nie ma również chemikaliów, które pływają w wodach Morza Śródziemnego?

Osobiście w domu używam różowej soli himalajskiej. Jest to czysta sól bogata w minerały. Wydobywa się ją tylko z jednego miejsca na ziemi – ze wschodniego pasa Karakorum Himalajów, który mieści się w Pakistanie. Owa sól powstała z pierwotnych, czystych mórz. Była ona wystawiona przez miliony lat wystawiona na ogromne ciśnienie, a dziś jest sprzedawana w małych torebeczkach.

Jest jeszcze sól kamienna z Kłodawy. Polska sól, która również powstała z prehistorycznego morza. Jest niepłukana i nie przetwarzana. Tak jak ją pozyskano z kopalni, tak my dostajemy na talerzu. Również jest bogata w sole mineralne. Ponadto sól jest wydobywana w tradycyjny sposób oraz nie jest sztucznie jodowana mimo wymogów, które stawia Państwo. Swoją drogą ominęli te przepisy w bardzo elegancki sposób. Jodowanie soli jest obowiązkowe dla soli pakowanej do 1 kilograma, a sól kamienna z Kłodawy ma 1,1 kilograma. W dodatku nie dodają do niej sztucznych antyzbrylaczy. 

Z tym jodem to ciekawa sprawa…

Naprawdę! W latach dziewięćdziesiątych przeprowadzona badania, które wskazywało, że ludziom w całym kraju brakuje jodu. Jego niedobory sprawiają, że tworzy się wole tarczycowe i obniżają się zdolności rozrodcze u kobiet (w tym nieregularne miesiączkowanie). W dodatku problemy z tarczycą zaburzają zdolności intelektualne prowadząc na przykład do problemów z zapamiętywaniem. 

Plan był prosty. Trzeba społeczeństwu dostarczyć jod w takim produkcie, aby był tani, powszechnie dostępny i chętnie używany w każdej kuchni, a przy okazji nie nadużywany. Padło na sól. Ustanowiono przepis, który nakazuje dodawanie jodu ( często pod postacią jodku potasu) do soli spożywczej. 
 
Obecnie ten problem został zażegnany. Teraz prosty i niby nieszkodliwy plan odbija się nam czkawką. Jesteśmy uzależnieni od soli i jemy ją bez opamiętania przyjmując zbędne dawki jodu. 

Ile potrzebujesz jodu?

Dorosły człowiek powinien dostarczyć do organizmu od 100 do 160 miligramów jodu. Kobiety w ciąży nieco więcej, bo 180 miligramów, a te karmiące – 200 miligramów. 

To czy dostarczamy te ilości to sprawa indywidualna. Wszystko zależy od diety. Jeśli jesz owoce morza, ryby, produkty mleczne, wołowinę, jajka, czy ciemne pieczywo to raczej wszystko w porządku. Jeśli nie to w najgorszym wypadku dostarczasz pewnie koło połowy zapotrzebowania. 

W dziennej dawce soli – w jednej łyżeczce – znajduje się około 100 miligramów. Jeśli spożywamy jej trzy, czy pięć razy więcej niż powinniśmy to jednocześnie dostarczamy nawet do 500 miligramów jodu. To około 300% tego, czego nasz organizm potrzebuje. Jeśli wybieramy sól warzoną, która jest oczyszczona ze wszystkich soli mineralnych to tylko sobie szkodzimy. 

Co prawda zwolennicy jodu w soli przypominają, że jodek potasu szybko się utlenia podczas przeróbki, ale nadal jest to proces, nad którym nie mamy żadnej kontroli w domowym zaciszu. 

Każdy kij ma dwa końce

Tak jak niedobory jodu mogą doprowadzić do skretynienia narodu, tak samo jego nadmiar jest szkodliwy. Może prowadzić przede wszystkim do nadczynności tarczycy, wzmożonej czynności gruczołów śluzowych, a nawet do nudności i wymiotów. 

Niestety często jest to powolny proces, który łatwo przegapić. Trudno potem znaleźć źródło zachorowania. 

*  *  *

Teraz, będąc świadomym wszystkich zależności sam się zastanów jaki ma sens przymusowe jodowanie soli, albo kupowanie wyjałowionej z mikro i makroelementów soli warzonej. 

Czy nie lepiej kupować sól kamienną, która powstała z czystych, prehistorycznych mórz? Ona ma naturalny dodatek jodu? Przynajmniej do domowego użycia? I dlaczego naturalnie jodowaną sól Państwo karze faszerować jej sztucznym dodatkiem? 

________

Potrzebujesz więcej? Więc zajrzyj na stronę WikiRose i przeczytaj artykuł: Jod to zapomniany pierwiastek? Sprawdź jak wiele od niego zależy!

Zdjęcie główne: Nicolas Michaud

_____________________________________________________________________________________________________

Tekst Ci się podobał? Napisz komentarz i zostaw like! :)

One thought on “Mówią, że sól to biała śmierć. Czy słusznie?

  1. Yga pisze:

    Świetny artykuł , przesłanie jest takie że wszystko jest dla ludzi ale z umiarem. Sól można przedawkować :) tak jak można przedawkować witaminy. Raczej też powinniśmy unikać spożywania soli drogowej o której było tak głośno ostatnimi czasy :) Korzystamy z różnego rodzaju pomocy lekarskiej usług pielęgniarskich a prawda jest taka, że jak o siebie sami nie zadbamy to nikt o nas nie zadba.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *