Ciemne, ciężkie chmury nie zapowiadały udanego wieczoru. Zimno i wizja kilkugodzinnego moknięcia były bardzo zniechęcające, ale tylko raz w roku zwykły śmiertelnik ma okazję do zwiedzania zamkniętych muzealnych zakamarków, podziwiać rzadko wystawiane eksponaty czy swobodnie rozmawiać z XVIII wiecznymi mieszkańcami Gdańska, legionistami lub damami zamieszkującymi stare kamienice.

W tym roku wśród wybranych przeze mnie atrakcji górowała śmierć, cierpienie i tortury. Wraz z pierwszymi grzmotami rozpoczęła się moja wędrówka po Gdańskiej Biobliotece PAN, która zorganizowała wystawę z okazji czterysetnej rocznicy pierwszej publicznej sekcji zwłok. Zachęcona tematyką, klimat tego miejsca oraz przez ogłoszenie konkursu na najbardziej upiorne przebranie postanowiłam wraz z koleżanką wygrzebać halloweenowe akcesoria. Muszę szczerze przyznać, że bycie wszędobylskim diablęciem i ganianie się z upiorną czarownicą po bibliotecznych korytarzach było strzałem w dziesiątkę. Z miejsca muszę pozdrowić miłe panie bibliotekarki, które wypożyczyły nam miotłę i zezwoliły na ciekawą sesję fotograficzną oraz zorganizowały dla wszystkich interesującą grę przestrzenną z zagadkami. Wysilenie szarych komórek, zabawa i otwartość ludzi tam pracujących sprawiły, że spędzony tam czas był bardzo wyjątkowy.

Niestety reszta wieczoru nie była, aż tak udana jak można się było tego spodziewać. Choć w Muzeum Bursztynu, które znajduje się w starej Wierzy Więziennej, motywem przewodnim miało być wymierzenie kar w XVIII wieku w Gdańsku to zdecydowaną większość wystawy zajmowały właśnie bursztyny. Sytuację ratowała grupa rekonstrukcyjna, która mimo kilku godzin pracy, chętnie podchodziła do turystów aby robić z nami zdjęcia czy po prostu zamienić kilka słów.

 

 

Tak na marginesie doszłam do wniosku, że moje zboczenie zawodowe ma się jak najlepiej. Wszędzie widzę medyczne motywy. Nawet na wystawie bursztynu.

Tak na marginesie, doszłam do wniosku, że moje zboczenie zawodowe ma się jak najlepiej. Wszędzie widzę medyczne motywy. Nawet na wystawie bursztynu.

Jeszcze gorzej sprawa wyglądała w Muzeum Archeologicznym . Tutaj miała się znajdować wystawa pod tytułem: „Mroki średniowiecza: dawne kary i narzędzia tortur”. Niestety, ustawione w piwnicy dyby, parę tablic i wyświetlana w kącie prezentacja oraz niespotykane pustki w sali ( za pewne przez brak większej ilości eksponatów ) sprawiały dziwnie przytłaczające wrażenie. Na szczęście i w tym miejscu znaleźliśmy coś co uratowało sytuację! Wystawę, która ma na celu przybliżenie współczesnemu odbiorcy problematyki związanej ze stanem zdrowia naszych przodków. Biedna Ania nie mogła mnie oderwać od połamanych kości, czaszek noszących ślady nowotworów czy zdegenerowanych miednic. Podobnie jak przy pierwszej wystawie na cześć  sekcji zwłok, tak i tu zadbałam o obszerną fotorelację i mam nadzieję, że niebawem pojawi się na moim blogu.

Na koniec postanowiłyśmy udać się do Galerii Starych Zabawek skuszone prywatną kolekcją ponad 2500 zabawek polskiej produkcji z czasów PRL-u. Odnalazłam tam kilka eksponatów, które pamiętałam jak przez mgłę z mojego wczesnego dzieciństwa, metalową żabkę, którą Griegori z Czterech pancernych zabawiał małego chłopca czy old schoolewe misie szyte z materiału w kratę. Dla mnie to była ciekawostka, ale przyjemnie było słuchać relacji rozemocjowanych dorosłych którzy pokazywali w gablocie tornister wykrzykując, że właśnie taki mieli jak chodzili do szkoły.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *