Choć staram się unikać tematu NFZ jak ognia (w końcu i tak wszyscy mamy na jego temat dokładnie takie samo zdanie) to czasem po prostu się nie da. 

Moja frustracja narasta od kilku dni. W końcu czarę goryczy przelały kolejny artykuł traktujący o projekcie ustawy dla zawodu fizjoterapeuty. Cóż… jeśli śledzisz mojego bloga to z pewnością wiesz, że z zawodu jestem – znaczy powinnam być – fizjoterapeutką. I choć w ofertach uczelni znajdziecie taki kierunek jak fizjoterapia to jednak można uznać, że taki zawód po prostu nie istnieje. 

Z tego powodu jest mnóstwo problemów. Może nie widać ich na co dzień, ale fakt jest jeden. Ani nas, ani pacjenta nic nie chroni. W skrócie – każdy (nawet budowlaniec po tygodniowym kursie) może założyć własną dziuplę, gdzie będzie odprawiał swoje czary mary. Zresztą tyczy się to nie tylko fizjoterapeutów. Problem dotyczy również masażystów. Okazuje się, że nawet w internecie można znaleźć kursy on line, które upoważniają Cię do wykonywania zabiegów. Aż strach pomyśleć ile razy mogłam oddać się w ręce takiego specjalisty. 

I tak oto dochodzimy do bulwersującej wypowiedzi profesora Piotra Majchera (całość tutaj):

Największe moje wątpliwości budzi zapis rozdz. 2 art. 3. ustep 2, wyposażający fizjoterapeutę w możliwość kwalifikowania do zabiegów fizjoterapii. Kwalifikacja do zabiegu wymaga podjęcia diagnostyki lekarskiej i pełnej znajomości wydolności organizmu oraz umiejętności przewidywania reakcji na zadane obciążenia i znajomości przeciwwskazań. Wymaga też przeprowadzenia diagnostyki różnicowej w celu wykluczenia powodów dolegliwości. Na przykład powodem wystąpienia objawów rwy kulszowej może być nowotwór kości. Brak wiedzy i możliwości przeprowadzenia diagnostyki spowoduje, że choroba będzie się rozwijać, a nieodpowiednio dobrane zabiegi fizjoterapii mogą doprowadzić do tragedii.

Prawda jest taka, że gdy przychodzi do mnie Pacjent, który najpierw pół roku (albo i dłużej) czekał na dostanie się do lekarza, a potem kolejne kilka lub kilkanaście miesięcy, aby w końcu móc zacząć się rehabilitować to to, co znajduje się na skierowaniu bardzo często ni jak ma się do rzeczywistości. 

Inny problem stanowią informacje na skierowaniach. Tylko przez grzeczność nie umieszczę tu zdjęć, w których można naleźć takie oto kwiatki:

  • cel zabiegów: określenie dysfunkcji (chyba nie potrzeba komentarza)
  • rozpoznanie – zespół bolesnego barku (lekarz nie znalazł konkretnego problemu; do tego, aby stwierdzić, że boli nie trzeba magistra)
  • rozpoznanienic nie wpisane lub wpisana zagadka typu C6 (fizjoterapeuta musi przeprowadzić szczegółową analizę przypadku we własnym zakresie)
  • rodzaj zabiegów – ćwiczenia indywidualne (czyli i tak ja ustalam, co mam zrobić z pacjentem)
  • rodzaj zabiegów – ćwiczenia bierne, czynno  bierne, oporowe i samo wspomagane (są to ćwiczenia, które się nawzajem wykluczają)

Do tego dochodzi całe mnóstwo przeciwwskazań, których nie wychwytują lekarze, a które dyskwalifikują Pacjenta do zabiegu. Klasyką jest zapisywanie prądów dla kogoś kto ma na przykład śruby po złamaniu (dla fizyko opornych wyjaśniam, że prąd i metal nie idą ze sobą w parze) lub jest jak najbardziej samodzielny i potrzebuje rehabilitacji, aby dojść do pełni sprawności, a dostaje zlecenie na „podwieszki”. I proszę mi wierzyć – nie ważne w jakiej placówce pracuję – takie kwiatki są na porządku dziennym. Jest to przerażające, tym bardziej biorąc pod uwagę, że lekarze zdają się kreować swój wizerunek na nieomylnych specjalistów. 

Koniec końców to i tak my – fizjoterapeuci – jesteśmy na samym końcu łańcucha pokarmowego. Zostawia się nas z idiotycznymi skierowaniami, które są sprzeczne, nieaktualne lub nic z nich nie wynika. To my musimy podjąć ostateczną decyzję, czy działać według zaleceń lekarza lub od nich odejść ryzykując karierę zawodową, bo nic i nikt nas nie chroni. Mamy związane ręce. Nie możemy nic zrobić, choć doskonale wiemy, że samo stosowanie krioterapii, pola magnetycznego / UD i prądów (jest to przykład klasycznego zestawu, który dostaje jakieś 90% chorych) nie uzdrowi Pacjenta. To czasami, aż boli… Tym bardziej, że po tylu latach nauki ja naprawdę wiem jak sobie poradzić z nadciśnieniem, dyskopatiązespołem móżdżkowym i wieloma innymi chorobami. 

Projekt Masaż

Źródło: Projekt Masaż

Uwierz mi na słowo. My się naprawdę znamy na tym, co robimy. Zawsze staramy się wykroić czas na wywiad z Pacjentem lub diagnostykę. Te niewinnie wyglądające testy często mówią tyle samo co zdjęcia RTG. Nie mając dostępu do tych wszystkich cudów technologii czasem potrafimy w przeciągu jednej wizyty (tu przykład z prywatnej praktyki chłopaków z Projektu Masaż) zdziałać więcej niż lekarze wciągu kilka lat. Odsyłają Cię tylko od jednego specjalisty do drugiego. Każą czekać w kilometrowych kolejkach, a ostatecznie i tak postawią diagnozę w stylu zespół czegoś tam. Jakby faktycznie do stwierdzenia, że boli potrzeba było kilku lat studiów. 

Ten system, który mamy teraz gnije od środka. Wcale się nie dziwię, że w internecie regularnie czytam o frustracji ludzi, którzy na własnej skórze przeżywają koszmar jaki funduje nam NFZ. Jednym z przykładów jest tekst znajomej blogerki Barbary, o tym dlaczego chciałaby pracować na czarno Jeszcze bardziej dołujące są komentarze, które pojawiają się pod wpisem. Kamil Lipiński słusznie zauważył, że prowadząc działalność jednoosobową trzeba odprowadzić 279,41 złotych, z czego aż 3zł kosztuje dostępność lekarza pierwszego kontaktu. Biorąc pod uwagę cenę do jakości to nie ma co się dziwić, że nikt nie jest zadowolony z NFZ.  

Co gorsza ten system jest nam potrzebny, choć nie wiem, czy jakiekolwiek – plastyczne lub drastyczne – zmiany są w stanie naprostować to, co sypie się od wielu, wielu lat. 

Podobnie jest z ustawą o zawodzie fizjoterapeuty. Prawdopodobnie żadne rozwiązanie nie jest idealne. Owszem, mogę snuć wizje podłączenia wszystkich do swego rodzaju fizjomatriksa, albo wychwalać zalety fizjoterapeutów. Jedno jest pewne – jesteśmy przygotowani do samodzielnego leczenia Pacjenta. Choć mamy skierowania od lekarzy to od lat musimy podejmować szalenie ważne decyzje, które niejednokrotnie nie mają z nimi nic wspólnego. 

A jak ty widzisz problem i ewentualne rozwiązania? Napisz w komentarzu, a być może Twoje sugestie na uleczenie systemu znajdzie się w kolejnym wpisie, w których chcę opisać kilka swoich pomysłów. 

Źródło: Foter
_____________________________________________________________________________________________________

Tekst Ci się podobał? Napisz komentarz i zostaw like! :)

4 thoughts on “NFZ vs. Pacjenci, czyli system kontra rzeczywistość. Kto kogo wykończy?

  1. Chica Mala pisze:

    Ja bym zrobiła składkę dobrowolną i korzystanie z NFZ dobrowolne. Trochę jak LuxMed i inne – płacisz abonament to możesz korzystać. Nie płacisz, nie możesz. Tak samo zresztą w przypadku emerytur – chcesz kasę trzymać na swoim koncie, to tak robisz, a potem nie wyciągasz tej ręki do państwa na emeryturze. Chcesz kasę od państwa – płacisz mu składkę :-)

    A Tobie syfu z zawodem nie zazdroszczę. Chcesz pomagać ludziom, a oni robią pod górkę (władza znaczy). Żenada. Ten system jest chory i chyba lepiej jakby się rozpadł i ktoś mądry wymyślił coś nowego.

  2. Kosmeonautka pisze:

    Przykro mi, że to napiszę, ale uważam, że jest to niesamowicie stronniczy i niesprawiedliwy artykuł. Moim zdaniem odsetek beznadziejnych fizjoterapeutów jest taki sam, jak odsetek beznadziejnych lekarzy, bo procent leni i idiotów jest z grubsza taki sam w każdej grupie zawodowej. Gorzki śmiech ciśnie mi się na usta gdy czytam akapit zaczynający się „Uwierz mi na słowo. My się naprawdę znamy na tym, co robimy…” – to jest generalizowanie w najczystszej postaci, każde jedno słowo jest skażone stereotypami. Strasznie przykro słyszeć to z ust tak miłej i mądrej osoby!

    Na koniec dodam, że zespół bolesnego barku to nie jest bolący/bolesny bark, tylko normalna choroba będąca powikłaniem zawału serca, figuruje też normalnie w klasyfikacji ICD. A co do kierowania pacjentów z metalowymi wstawkami na prądy, to z własnego doświadczenia wiem, że bardzo często pacjentów wielokrotnie pyta się o choroby przewlekłe, dawne operacje, przyjmowane leki i tak dalej, oni odpowiadają że „nie, nic” i dopiero o wiele później wychodzą na wierzch zupełnie zapomniane przez nich rzeczy. Żeby nie było, że usprawiedliwiam tu wszystkich nieomylnych lekarzy – broń, Boże! Tak jak powiedziałam, w każdej grupie zawodowej są ludzie nieodpowiedzialni. Ci, których tu bronię, wcale nie musieli do nich należeć.

    A najbardziej przewalone w całym NFZ-cie mają pielęgniarki. Nikt inny.

  3. weronika pisze:

    „Uwierz mi na słowo. My się naprawdę znamy na tym, co robimy.”
    Yyy a ten po tygodniowym kursie online również…?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *