Ból kręgosłupa. Kto tego nie zna? Teraz to już nie jest przypadłość naszych babć. Dotyczy to nawet dwudziestolatków. Tak naprawdę choroby zwyrodnieniowe kręgosłupa można śmiało nazwać przypadłością XXI wieku. Mogę się założyć, o co tylko chcesz, że gdy w 2 500 roku jakiś jajogłowy będzie nas opisywał to poprzez pryzmat nadzwyczaj szybkiego rozwoju technologii i postępującej degeneracji naszych ciał. 

 

Wszystko zaczyna się w dzieciństwie

Są takie dni, gdy z koleżankami patrzymy na dzieciaki i narzekamy jakie to oni mają beznadziejne dzieciństwo. Ja biegałam po podwórku jak szalona. Nie raz mama miała problem, aby mnie dowołać. Chciałam być taka jak starsze dzieci i siedzieć do późna. Poza tym założenie sukienki było dla mnie największą karą. Trzeba było widzieć moje święte oburzenie. Przecież nie dało się w niej bawić! Czemu chłopcy na trzepaku mieli oglądać mi majtki, gdy robiłam fikołki?

W zasadzie to cud, że jestem normalna. Puchatek biegał bez spodni, smerfetka była jedna na całe miasteczko, a krasnoludków siedmiu na jedną księżniczkę, w dodatku gumisie były ciągle na środkach dopingujących, a Alladyna uwielbiałam, choć był przystojnym złodziejaszkiem. Choć to i tak pikuś przy dzisiejszym poziomie absurdu, który widzimy w dzisiejszych bajkach. A przecież wiadomo – dzieciaki chcą być jak ich bohaterowie z dzieciństwa.

W dodatku łaziłam po drzewach, robiłam fikołki na trzepaku i wbiłam sobie w stopę zardzewiały gwóźdź. Nawet miałam złamaną rękę i szytą brew po tym jak ambitnie przywaliłam w zerówce głową o głowę koleżanki podczas jakiejś kreatywnej zabawy. Oczywiście był to przypadek, ale do dzisiaj mam bliznę i piękną dziurę w brwi jakbym się stylizowała na jakiegoś amerykańskiego rapera. A mimo wszystko jestem tu. Żyję. Nie zgniła mi noga. Rączki są całe. Mózg też w miarę na swoim miejscu. 

Witamy w XXI wieku

Świat się zmienił. Tu nie trzeba patrzeć z perspektywy pokolenia. Wystarczy porównać ostatnie 10 lat, aby gołym okiem zobaczyć różnice. Środowisko, które sam sobie tworzysz jest patologiczne. Sam o siebie nie dbasz. Na pewno słyszałeś. O tym jak ważna jest prawidłowa postawa przy biurku, odpowiednie ustawienie monitora, klawiatury i tak dalej i tak dalej. 

A czy słyszałeś, o tym, że pisanie SMS również może być szkodliwe dla Twojego kręgosłupa?

Brzmi absurdalnie, prawda? Jednak z badań opublikowanych przez niejakiego doktora Kennetha Hansraja w Surgical Technologu International wynika jeden niezaprzeczalny wniosek. Tak, pisanie sms szkodzi. Chodzi tutaj o pochylenie głowy. Nie dość, że taka postawa jest patologiczna (i z pewnością zwiększa możliwość pojawienia się „spięć” w okolicach karku) to w dodatku nachylenie o 15 stopni dokłada nam dodatkowe 12 kilogramów do dźwigania!

A to i tak mało. Tak naprawdę zwykle jest to 60 stopni pochylenia co daje nam, aż 27 kilogramów. Wygląda na to, że choć informacja wydaje się absurdalna to jest w niej sporo prawdy. 

Do tej pory patrzyliśmy na naszą młodzież przez pryzmat życia z nosem w komputerze. Właśnie tu upatrywaliśmy skrzywień kręgosłupa, pogorszenia jakości życia i różnych problemów zdrowotnych. A tu proszę! Do kolekcji dochodzą nam jeszcze smartfony. Jakby było mało afer, że dzieciaczkom zabrania się noszenia telefonów do szkoły, bo zamiast biegać na przerwach to siedzą i grają. Teraz trzeba będzie wymyślić coś na nastoletnie szkraby, aby się non stop się nad tymi komórkami nie garbiły. 

Tylko pamiętajcie, że nie ma co popadać w paranoję. Rozróżnijmy osoby, które piszą okazjonalnie, od tych które idą na ślepo ulicą, bo non stop piszą sms. Sama osobiście znam takie przypadki, które pewnie marnują ze 2-3 godziny dziennie z telefonem w ręku. Really? Naprawdę nie ma lepszych rozrywek od sms’owania?

 

Źródło zdjęcia: Malaysia Physiotherapy Students’ Network (MPTSN)
1 lb = około 0,45 kg

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *