Nie okłamuj się. Każdy od czasu do czasu lubi zjeść na mieście. Jedni robią to codziennie (ah to słodkie lenistwo!), bo jest to dla nich, o wiele lepsza opcja niż mozolne przygotowywanie nudnych i monotonnych kanapek do pracy. Drudzy robią to sporadycznie wychodząc na spotkania z przyjaciółmi, randki, czy kolacje biznesowe. Jeśli grzeszysz raz, czy dwa razy w miesiącu to wszystko jest w porządku. Pod warunkiem, że w innych dziedzinach życia już nie odpuszczasz. 

Z drugiej strony jedzenie na mieście wcale nie musi być, aż takie złe. Wystarczy, że nauczysz się podejmować właściwe decyzje. 

Po pierwsze sztuka kompromisu

Nie łudź się, że jeśli pójdziesz ze znajomymi do pizzerii to ty będziesz grzecznie wcinać zdrową sałatkę, gdy reszta będzie się zajadać obłędnie pachnącą pizzą. Nie daj Boże znajomi zaczną się z Ciebie nabijać, że od tych wszystkich warzywek urosną Ci królicze uszy lub wystawią Twoją silną wolę na próbę podtykając Ci pod nos co lepsze kawałki. W końcu jak to? Z nami nie zjesz?

Zamiast stawać do z góry przegranej walki to lepiej wybrać miejsce, gdzie pokusa będzie mniejsza. 

Na przykład w lodziarni możesz wybrać o wiele mniej kaloryczne sorbety, a w restauracji….I tu przechodzimy do kolejnego punktu. 

Po drugie sztuka wyborów

Nie każde zamawiane przez Ciebie danie jest złe z samego założenia, że kupiłeś je na mieście. Wystarczy, że nie ulegniesz pokusie i zamiast frytek lub pieczonych ziemniaczanych łódeczek zamówisz gotowane kartofelki, ryż, albo makaron. Jeszcze lepiej, jeśli te ostatnie możesz zamienić na pełnoziarniste. 

Podobnie sprawa ma się z mięsem. Zawsze możesz wybrać te chudsze typu kurczak lub indyk. Kluczowym jest również sposób przyrządzania. Panierka- choć kusząco chrupiąca- to chłonie tłuszcz jak gąbka. W tym wypadku przekonaj się do mięs pieczonych w piekarniku, grillowanych, albo gotowanych na parze. W towarzystwie ziół i przypraw będą aromatyczne oraz soczyste. 

Mało tego! Możesz się posunąć o krok dalej i zastąpić mięsa rybą. Tym bardziej, jeśli nie zbyt często gości na Twoim stole. Będzie to zdrowe  urozmaicenie. 

Niestety to nie koniec listy. Zostały nam sosy. Te, które zwykle są podawane wraz z głównym daniem są istną bombom kaloryczną! Tłuste, zagęszczane mąką lub śmietaną. Mają być smaczne, nie koniecznie zdrowe. W miarę możliwości zrezygnuj z nich lub poproś o mniejszą porcję. 

Uważaj również na sosy w sałatkach. Zrezygnuj z tych na bazie majonezu na rzecz jogurtowych, oliwy z oliwek, czy klasycznego winegretu. 

Po trzecie sztuka oszukiwania

Zadziwiająco łatwo przychodzi nam oszukiwanie samych siebie. Być może warto, abyś zaczął częściej korzystać z tej sztuczki. Tylko zamiast grzeszyć to zacznij oszukiwać swój organizm w pozytywny sposób. 

Szklanka wody przed posiłkiem skutecznie stłumi pierwszy wilczy głód. 

Możesz również zamówić połowę dania. Zwykle restauracje nie robią problemów z tego powodu i odpowiednio obniżają cenę. 

W dodatku nie zamawiaj od razu deseru. Jest spora szansa, że najesz się głównym daniem. Po co jeść słodkości na siłę? 

Pamiętaj również, o tym, że Twój umysł potrzebuje czasu, aby dotarł do niego sygnał, że jesteś już najedzony. Dlatego nie śpiesz się i jedz powoli. Odczekaj również kilka minut po posiłku zanim zamówisz dokładkę lub deser. 

To tylko kilka najważniejszych zasad, dzięki którym będziesz mógł czuć się nieco swobodniej wychodząc na miasto. Dodał byś coś jeszcze? Pisz śmiało. Czekam na Twój komentarz. 

_______________________________________________________________________________________________

Tekst Ci się podobał? Zostaw Like! :)

2 thoughts on “Sztuka jedzenia na mieście, czyli 3 zasady, które uratują Twoją figurę

  1. BogusiaM pisze:

    A ja robię tak: jeśli pizza to 2-3 kawałki nie więcej;)
    Zamiast frytek ryż lub kasza. Nawet Kebab na talerzu można zamówić w tej sposób w Kebab Star w Gdyni na skwerku, można tam też zamówić porcję dla dzieci, czyli mniejszą ale i tak babka się naje. Smakuje mi tam też bakłażan w jogurcie naturalnym z oliwą i czosnkiem mniam mniam… Zupa z soczewicy… aj rozmarzyłam się…
    Często w knajpach wybieram też zupy ale bez śmietany bo nie przepadam.
    Można zjeść też coś w Green Wey’u, czy w Rivierze jest takie stanowisko „smak na tak”, gdzie samemu się wybiera co się chce, wtedy najwięcej biorę warzyw + winegret, kasze/ryż + małą porcję mięsa.

  2. Elaine Blath pisze:

    na mieście rzadko jadam, głównie z powodów finansowych. Był jednak czas, że odczułam to jedzenie na swojej figurze. Obecnie jeśli już jestem w pracy w terenie (np Centrum handlowe) to korzystam z North fisha. :) omijam mcdonalda… ale ja mięsa innego niż rybie nie jadam. fajne porady, przydatne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *