Świat gier pochłania Cię bez reszty. Wystarczy chwila nieuwagi i stracisz kontakt z rzeczywistością. Kilka godzina przed komputerem jest jak chwila, a ty czujesz się jak bożyszcze, które jest w stanie pokonać każdego wroga. Znasz to uczucie?

Uwielbiam poznawać ludzi, którzy w swoim życiu kierują się pasją, a nie obowiązkiem. Łatwo ich odróżnić. Są szczęśliwi i pełni pozytywnej energii. Zresztą kto by nie był na miejscu Dawida? Choć można odnieść wrażenie, że jego życiem pokierował przypadek to w tej chwili jest czołowym zawodnikiem. Jego nazwisko zna każdy, kto choć trochę interesuje się […]

Rowerowa Wielkanoc

Jestem z siebie dumna. Bardzo. Nie tylko nie pękłam podczas przeciągającego się śniadania, ale przede wszystkim zmobilizowałam się do wyjścia na rower. Bałam się, że po dwóch tygodniach przymusowej przerwy za nic nie dam rady wyjechać poza swoją dzielnicę. A tu proszę… Nie tylko pobiłam swój rekord, ale również wpadłam na świetny pomysł. Ciekawi?

Macie w życiu tak, że jednocześnie coś kochacie i nienawidzicie? Z jednej strony przeklinacie i zaklinacie, że nigdy więcej, a potem pchani jakąś dziwną siłą wracacie tylko po to, aby popełnić te same błędy? W dodatku nikt nie potrafi zrozumieć Waszej chorej miłości? Też Was podejrzewają o brak piątek klepki lub mało wyrafinowany masochizm? Oby, […]

Słabo mi się robi za każdym razem, gdy ktoś mi sugeruje, że powinnam biegać. Przecież to taka frajda wstawać o 6 rano. Ciemno, zimno, a ja mam się cieszyć, że wyskakuje godzinę przed pracą z ciepłego łóżka. I to niby ja jestem masochistką?!

Ilu specjalistów, tyle metod i sposobów na odchudzanie. Jedni będą promować bieganie, jako jedyną słuszną metodę, drudzy będą Cię namawiać na wegetarianizm. Czasami przebrnięcie przez gąszcz cudownych porad  może przyprawić przeciętnego Kowalskiego o zawrót głowy. 

Matka Natura ma niezłe poczucie humoru. Mamy luty, a na dworze jest bardzo wiosennie. To idealny czas, aby przypomnieć wszystkim leniuszkom, że jeśli do tej pory nie ruszyli swoich okrąglutkich czterech literek to najwyższa pora wstać z kanapy! Zgrabna figura same się nie zrobi. 

Rok w rok obiecywałam sobie dokładnie to samo: eksplorację piwnicy w poszukiwaniu zaginionych sanek. Wyprawa zaiste groźna i niebezpieczna dla życia i zdrowia nieprawionego poszukiwacza przygód. Nigdy nie wiesz co się czai w ciemnościach, ani kiedy zawali się ta cała góra skarbów. Z duszą na ramieniu zeszłam w czeluści. Drżącą ręką przekręciłam kluczyk. 

Jestem prawdziwą szczęściarą. W połowie wakacji, tuż pod moim nosem, powstał fitness na świeżym powietrzu. Co prawda narządów na nim nie znajdziemy, ale przyrządy już tak. Jest ich mało i są w tej chwili główną dziecięcą atrakcją, ale i tak jestem przeszczęśliwa.

Endorfinki szaleją!

Dawno nie wróciłam do domu tak szczęśliwa, wyhasana i pełna energii zarazem. Pełna dzicz i odstresowanie po całym tygodniu zaliczone. Mało tego! Od soboty w Jumpcity prócz trampolin znajdziemy basen z gąbkami. Dzięki niemu, wraz z moimi znajomymi, odkryliśmy w sobie wieczne dziecko. 

Było skocznie i było też nowocześnie. W ten weekend byłam, aż w dwóch nowych miejscach. Pierwsze to Jumpcity, drugim było Centrum Nauki Eksperyment. Tu każdy znajdzie coś dla siebie. Blisko 200 stanowisk z różnych dziedzin nauki. Praktycznie wszędzie coś się świeci, rusza lub hałasuje.  I jak tu w sobie nie odkryć dziecka?

Pamiętacie wrażenia z Małpiego Jaru? Tak, tego miejsca z gdańskiego ZOO, gdzie utknęłam na linach na co najmniej godzine i naklęłam się na przynajmniej rok z góry? Postanowiłam sprawdzić czy tylko miałam zły dzień i nie ma się, czym przejmować, czy może powinnam poćwiczyć. 

400 metrów kwadratowych trampolin brzmi świetnie, prawda? Można się wyskakać i wyszaleć do woli. Zapewniam, że nawet taki laik jak ja jest w stanie w ciągu kilku minut nauczyć się jak robić podstawowe obroty w powietrzu z pięknym, popisowym lądowaniem na pupie. 

Proszę, obym nigdy nie wyrosła z uwielbienia dla ZOO. Tym bardziej, że to, które znajduje się w Gdańsku w Oliwie jest po prostu piękne. Ogromna, świetnie przemyślana przestrzeń i duże, pomysłowe wybiegi dla zwierząt. A wszystko otoczone pięknymi alejkami i zielenią. 

Z dołu wszystko wyglądało na proste. Pełno lin, desek i innych cudów. Poruszały się zapraszająco w oczekiwaniu na kolejnych śmiałków, ale zlekceważenie tych potworów było moim ogromnym błędem. One jeszcze miały pokazać, na co je stać! 

Niebo pokrywa gęsta szaro granatowa warstwa chmur. Wszyscy się gdzieś spieszą – prawdopodobnie chcą uciec przed zbliżającym się deszczem. Tymczasem na meksykańskim żaglowcu Cuauhtemoc jest tłoczno, gra muzyka, a marynarze z uśmiechem pozują do zdjęć.  

O możliwości pojechania na Woodstock dowiedziałam się 24 godziny przed. Miałam mnóstwo obaw. Te wszystkie zdjęcia, które można zleźć w internecie… Zasłyszane historie… Zero czasu na przygotowania. To wszystko razem i świadomość, że będzie tam około pół miliona ludzi sprawiło, że miałam ochotę uciec z pociągu.

Nic nie widać. Na oślep szukam ściany i linii przede mną. Boisko muszę sobie wyobrazić. Nasłuchuję… Wiem, że gdy piłka poleci w moją stronę usłyszę dzwoneczki i mam tylko chwilę aby ją przekazać komuś z mojej drużyny lub odrzucić.

Ciemne, ciężkie chmury nie zapowiadały udanego wieczoru. Zimno i wizja kilkugodzinnego moknięcia były bardzo zniechęcające, ale tylko raz w roku zwykły śmiertelnik ma okazję do zwiedzania zamkniętych muzealnych zakamarków, podziwiać rzadko wystawiane eksponaty czy swobodnie rozmawiać z XVIII wiecznymi mieszkańcami Gdańska, legionistami lub damami zamieszkującymi stare kamienice.

Długi weekend to czas kiedy możemy zwolnić i odpocząć. Tylko kto powiedział, że musimy zalec przed telewizorem? A jedyna aktywność ruchowa to palec przełączający programy? Ewentualnie w ekstremalnych wypadkach spacer do lodówki i z powrotem?