Jestem fizjoterapeutką z pasji. Dlatego, gdy w moim życiu pojawiła się opcja poznania nowej tematyki, którą jest ortotyka to zgodziłam się od ręki. Szczerze? Temat rzeka. Niby uczyłam się o zaopatrzeniu medycznym, ale tworzenie go od zera to prawdziwy wyczyn. Przede mną prawdopodobnie jeszcze kilka miesięcy intensywnej nauki zanim będę mogła nazywać siebie ortotykiem. Dlatego, […]

Na ten dzień czekałam jak sześciolatek na Gwiazdkę. Całe wakacje obiecywałam sobie, że w tym roku zaliczę kajaki. Już myślałam, że to tylko czcze założenie, gdy sytuację uratowała Lokalna Organizacja Turystyczna. O ironio ta sama, która zorganizowała Piekielny Rajd Rowerowy. 

Ostatnio prowadzę warsztaty kulinarne co tydzień. Okazuje się, że to i tak za mało, ponieważ zawsze jest więcej chętnych niż miejsc. Bardzo mnie cieszy popularność moich zajęć. Mam nadzieję, że dzięki nim zachęcę dzieci do pomagania rodzicom w kuchni, a w przyszłości do samodzielnego gotowania. 

Ja wiem mój drogi Czytelniku, że pewnie masz mnie już dosyć. Zamiast się skupić na tym, co jest najbardziej istotne to ciągle się chwalę. A to psiak, a to moje pierwsze warsztaty. A teraz jeszcze See Bloggers, które pewnie dla Ciebie jest tak obce, że równie dobrze mogłabym mówić do Ciebie po Marsjańsku, a efekt był by pewnie identyczny.

Nagle z ciemności wyłaniają się skąpo ubrane kobiety w stroje rodem z Moulin Rouge, a w tle słychać ociekającą seksapilem piosenkę Lady Marmolade. Poruszają się z gracją kusząc swoimi ruchami. W trakcje tańca dwie z dziewczyn dyskretnie pozbywają się nadmiaru ubrań i nagle pojawiają się krwiście czerwone szarfy, a tancerki unoszą się w górę przenosząc swój seksowny taniec w przestworza.

Macie w życiu tak, że jednocześnie coś kochacie i nienawidzicie? Z jednej strony przeklinacie i zaklinacie, że nigdy więcej, a potem pchani jakąś dziwną siłą wracacie tylko po to, aby popełnić te same błędy? W dodatku nikt nie potrafi zrozumieć Waszej chorej miłości? Też Was podejrzewają o brak piątek klepki lub mało wyrafinowany masochizm? Oby, […]

Kocham podróżować. Najchętniej kilka razy do roku odwiedzała bym inne kraje. Niestety obowiązki mi na to nie pozwalają. Dlatego ciesze się, że istnieją takie miejsca jak Mercado. Wystarczy jeden wieczór, aby odbyć niesamowitą podróż do dalekiej, słonecznej Hiszpanii. W Mercado mamy okazję poznać smaki, które są nietypowe dla Polskiej kuchni. W sam raz, aby czerpać […]

Muszę się przyznać, że w chwili, gdy zakładałam bloga, w moim słowniku nie istniało takie słowo jak „blogosfera”. Jedyne z czym mi się kojarzył kominek to z idealnym miejscem na spędzenie zimowego wieczoru. Po prostu chciałam stworzyć swoją własną przestrzeń, gdzie będę mogła odsyłać swoich pacjentów lub szybko zaprezentować swoje możliwości. 

Właśnie rozpoczął się mój gorący, płomienny i apetyczny romans. Mam nadzieję, że będzie trwał jak najdłużej, a smakowite dania będą jak najczęściej pieścić moje podniebienie. 

Warsztaty z filcowania

Filcowanie to rzecz zdradliwa. Albo to pokochasz od pierwszego pchnięcia igłą, albo szybko się zniechęcisz. Za to każdy, kto przetrwa i zrozumie materiał, z którym pracuje, temu będzie dane tworzyć piękne cuda. Jedyne, co go będzie ograniczać to jego własna wyobraźnia.

Było skocznie i było też nowocześnie. W ten weekend byłam, aż w dwóch nowych miejscach. Pierwsze to Jumpcity, drugim było Centrum Nauki Eksperyment. Tu każdy znajdzie coś dla siebie. Blisko 200 stanowisk z różnych dziedzin nauki. Praktycznie wszędzie coś się świeci, rusza lub hałasuje.  I jak tu w sobie nie odkryć dziecka?

400 metrów kwadratowych trampolin brzmi świetnie, prawda? Można się wyskakać i wyszaleć do woli. Zapewniam, że nawet taki laik jak ja jest w stanie w ciągu kilku minut nauczyć się jak robić podstawowe obroty w powietrzu z pięknym, popisowym lądowaniem na pupie. 

Inicjatywę! Co prawda kto zaczął, a kto skończył nie wiem do tej pory, ale świętowanie Dnia Blogera w Gdańsku na Targu Węglowym było strzałem w dziesiątkę. Żałuję tylko, że każdy z blogerów nie upichcił czegoś od serca. Prawie wszystkie pyszności przygotowały dziewczyny z Trójmiejskiej solniczki.

Proszę, obym nigdy nie wyrosła z uwielbienia dla ZOO. Tym bardziej, że to, które znajduje się w Gdańsku w Oliwie jest po prostu piękne. Ogromna, świetnie przemyślana przestrzeń i duże, pomysłowe wybiegi dla zwierząt. A wszystko otoczone pięknymi alejkami i zielenią. 

Z dołu wszystko wyglądało na proste. Pełno lin, desek i innych cudów. Poruszały się zapraszająco w oczekiwaniu na kolejnych śmiałków, ale zlekceważenie tych potworów było moim ogromnym błędem. One jeszcze miały pokazać, na co je stać! 

Niebo pokrywa gęsta szaro granatowa warstwa chmur. Wszyscy się gdzieś spieszą – prawdopodobnie chcą uciec przed zbliżającym się deszczem. Tymczasem na meksykańskim żaglowcu Cuauhtemoc jest tłoczno, gra muzyka, a marynarze z uśmiechem pozują do zdjęć.  

O możliwości pojechania na Woodstock dowiedziałam się 24 godziny przed. Miałam mnóstwo obaw. Te wszystkie zdjęcia, które można zleźć w internecie… Zasłyszane historie… Zero czasu na przygotowania. To wszystko razem i świadomość, że będzie tam około pół miliona ludzi sprawiło, że miałam ochotę uciec z pociągu.

Na początku czerwca, Gdański Uniwersytet Medyczny zorganizował Piknik na Zdrowie. Jest to cykliczna impreza, na której odwiedzający mogą dowiedzieć się nieco więcej na temat profilaktyki, sprawdzić aktualny stan zdrowia czy pokazać dzieciom w formie zabawy co się dzieje gdy zachorują.

Wystawa skierowana do przeciętnego Kowalskiego  z nieprzeciętną grubością portfela.

„Wpływ mass-mediów na kształtowanie wzorców zdrowego życia” zrobił na mnie przeogromne wrażenie. Zresztą nie trudno to zauważyć skoro na jego zrelacjonowanie poświęciłam cały jeden osobny artykuł. Jednak wszystkie wystąpienia były warte uwagi.

Konferencja odbyła się w Wyższej Szkole Zarządzania w Gdańsku. Przez blisko trzy godziny miały szanse zaprezentować się miedzy innymi dziekan wydziału Fizjoterapii i Nauk o Zdrowiu z tejże uczelni, przedstawiciele z Gdańskich szkół, które promują zdrowe nawyki czy uczestnicy programu „6-10-14”.

W tym roku wśród wybranych przeze mnie atrakcji z okazji Nocy Muzeów górowała śmierć, cierpienie i tortury. Jednym z odwiedzonych przeze mnie miejsc była Gdańska Biblioteka PAN,  która zorganizowała wystawę z okazji czterysetnej rocznicy pierwszej publicznej sekcji zwłok.

Ciemne, ciężkie chmury nie zapowiadały udanego wieczoru. Zimno i wizja kilkugodzinnego moknięcia były bardzo zniechęcające, ale tylko raz w roku zwykły śmiertelnik ma okazję do zwiedzania zamkniętych muzealnych zakamarków, podziwiać rzadko wystawiane eksponaty czy swobodnie rozmawiać z XVIII wiecznymi mieszkańcami Gdańska, legionistami lub damami zamieszkującymi stare kamienice.