Rok bólu. Tyle kosztowała mnie zła diagnoza, brak działań profilaktycznych i nie zlecenie dodatkowych badań. Nie piszę tego, aby jeszcze bardziej pogrążyć służbę zdrowia. Ona i tak ledwo zipie. Potraktujcie to jako przestrogę oraz kolejny z powodów, dla którego Ustawa o Zawodzie Fizjoterapeuty musi wejść w życie od zaraz. 

Na szczęście mój przypadek nie ma nic wspólnego z rehabilitacją. Jednak przypomina jak skomplikowany jest ludzki organizm. Każda, choćby najdrobniejsza wątpliwość powinna być poddana dodatkowej diagnozie lub wzięta pod uwagę w dalszym procesie leczenia. W dodatku powinniśmy walczyć o to, aby był czas oraz możliwości prowadzenia fachowej karty pacjenta. Nie zgadzajcie się na jakieś świstki papieru, zeszyty, czy przymykanie oczu na to, że pacjent dzisiaj nie ma nastroju na jakieś elementy rehabilitacji.

Walcz o fachową dokumentację medyczną!

Wszystko musi być udokumentowane. Gdy Pacjent postanowi walczyć o odszkodowanie to jedynym dokumentem, który będzie kogokolwiek interesował to dokumentacja medyczna. Jeśli podpisałaś kartę, że zabieg się odbył to nic Ci nie pomoże. Żadne relacje światków. Nawet pokutne samookaleczenie nie zrobi wrażenia na komisji. Podejrzewam, że nikt nie będzie się liczył z tym, że to lekarz zlecił wykonanie. To ty – jako wykonawca – nie zauważyłeś, że po pół roku od wystawienia skierowania na rehabilitację pojawiły się przeciwwskazania. 

Pisz, pisz i jeszcze raz pisz

Wiem, że aktualnie wszyscy się denerwują, że lekarze są zmuszani do coraz większej papierkowej roboty. Nie wszystko jest dobre. Jednak karta medyczna jest priorytetem. Na swojej własnej skórze nauczyłam się, że im więcej napiszesz objawów, sugestii i przemyśleń tym lepiej. Wiem jak funkcjonuje NFZ. Zbyt wiele razy zostałam zmuszona do przeprowadzania masaży leczniczych w góra dwadzieścia minut na zakładkę. Oznacza to, że pacjent w tym czasie ma wejść, powiedzieć mi wszystko to, co mnie interesuje (często etap rozmowy jest pomijany z braku czasu), rozebrać się, przygotować, poddać zabiegowi, ubrać i wyjść. W najlepszym wypadku z osobą, która jest następna w kolejce mija się w drzwiach. Bywało już, że w mikroskopijnym gabinecie (w końcu wystarczy, że zmieści się stół, prawda?) równocześnie pacjenci ubierali się i rozbierali. Cud, że wszyscy wyszli w swoich własnych skarpetkach. 

Masażysta i fizjoterapeuta – te same problemy

Zresztą pisałam już o Dylematach masażysty. Ich sytuacja wiele się nie różni od naszej. Równie dobrze mogła bym napisać:

Dobry fizjoterapeuta = wiedza + doświadczenie + zdrowy rozsądek

 

Tym bardziej, że jesteśmy podobnie traktowani. Czasem proces rehabilitacji przypomina umieszczenie pacjenta na taśmociągu w fabryce. Przy okazji mało kto dba o higienę naszej pracy. Najczęściej sami musimy się przypominać, że nasz kręgosłup nie ma pracować 5 lat, tylko 50. Jednak nie to jest przedmiotem polemiki. Wróćmy do karty pacjenta.

Zła diagnoza

Źródło Flickr

Wirtualna baza danych

Do tej pory nie byłam za nadmierną komputeryzacją. Nie podobało mi się, że po podaniu numeru dowodu osobistego ktoś może do woli grzebać w mojej historii. Jednak po roku tułania się od lekarza do lekarza stwierdzam, że im szybciej zmienimy podstawy tworzenia kart pacjenta, tym lepiej. Tym bardziej, jeśli nowe pokolenie lekarzy nauczy się wysyłać szybkie maile do kolegów po fachu pod tytułem: „rzuć okiem na zatoki”, albo „oceń te wyniki – jeszcze w normie czy już przypisać profilaktycznie xyz?”. Prawdopodobnie takie rozwiązanie szybko skróciły by kolejki do lekarza. W końcu nie wszystkie przypadki potrzebują obejrzenia pacjenta. W dodatku wyniki badań są bardziej miarodajne, gdy lekarz prowadzący może je zobaczyć tego samego dnia, a nie po trzech miesiącach czekania  w kolejce. Jeśli pojawią się jakieś wątpliwości to od razu byłoby wiadomo, czy trzeba pacjenta wpisać w grafik na jutro lub skierować do innego specjalisty. 

Te możliwości…. szybkie konsultacje, większa komunikacja między lekarzami, wszystkie wyniki badań pod ręką – można porównywać do woli, a nawet możliwość wyłapania błędnej diagnozy postawionej przez kolegów po fachu. Dlaczego nikt nie korzysta z tego, że żyjemy w XXI wieku?

Mnie – jako fizjoterapeutce – marzy się, że w końcu nastanie taki dzień, że będę mogła na równi rozmawiać z lekarzem i dyskutować na temat pacjenta. Dzięki takiej bazie danych wystarczył by jeden krótki mail. 

Ustawa o Zawodzie Fizjoterapeuty

Na moją frustrację nakłada się fakt, że my fizjoterapeuci jesteśmy traktowani bardzo po macoszemu. Nie mamy żadnych praw. W zasadzie czasami mam wrażenie, że jesteśmy idealni do wykonywania czarnej roboty. Bardzo trudno jest tak działać na zasadach funduszy zdrowia, aby być ludzkim, empatycznym i profesjonalnym. Staram się, ale… Czasami to tak jakbym waliła głową w mur. 

Dlatego w tym miejscu z jednej strony apeluję do fizjoterapeutów o to, aby pamiętali, że nie są rzeźnikami. Nikt inny, tylko my sami jesteśmy w stanie zmienić zasady, które panują w placówkach, które nas zatrudniają. Zacznij od czegoś małego, na przykład zaproponuj wprowadzenie bardziej szczegółowej karty pacjenta. Wystarczy miejsce na krótką notatkę, że tego dnia stan się pogorszył, albo nie było możliwości wykonania zabiegu. Uwierz mi na słowo – to może Ci oszczędzić wielu przykrości. 

Z drugiej strony zwracam się do wszystkich czytelników. Poprzyjcie Nas. Walczcie z nami o Ustawę o Zawodzie Fizjoterapeuty. Chcemy Wam pomóc – pozwólcie nam na to. Wystarczy, że będziecie o tym rozmawiać, pisać i rozsyłać gdzie się da. 

Main photo from Flickr

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *